Pokazywanie postów oznaczonych etykietą radości. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą radości. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 grudnia 2011

Zamiast podsumowań



Proszę zatem uprzejmych Czytelników o rozsądne marzenia, żeby nie trzeba było w przyszłym roku tworzyć dramatycznych podsumowań rzeczywistości! No i pamiętajcie, że w poniedziałek trzeba wrócić do pracy...

Nieźle mi wychodzi psucie szampańskiego nastroju, prawda? :)

wtorek, 16 marca 2010

Na dobrą pamięć


Jutro w Muzeodajni wielki dzień (kolejny) otwarcia nowej wystawy. Będą tłumy (jak zawsze), trochę ględzenia (jak zawsze) i impreza po wszystkim, „na dobre otwarcie” (nowa świecka tradycja). Jednym słowem łatwo będzie zapomnieć o rzeczach naprawdę ważnych.

A przecież jutro dzień świętego Patryka, więc pamiętajcie o tym, co najlepsze! :)


Céad míle fáilte!

wtorek, 26 stycznia 2010

Radości na mrozie


Miało być narzekanie na krakowskie zwyczaje („Kraków - miasto wrogie pieszym”), na mróz i w ogóle na najbardziej depresyjne dni roku. Ale nie będzie :) A to za sprawą bardzo dobrych wieści, znajdujących się na blogu Simona. A co ja się będę powtarzać - sami przeczytajcie! :)


PS Właśnie przed chwilą (godz. 16.06) w serwisie Trójki oficjalnie podano wiadomość o powrocie pana Marka na antenę 1 kwietnia, w dniu 48. urodzin Programu Trzeciego. Podobno obecny dyrektor programu nazwał go „najlepszym prezentem urodzinowym” ;) Ha, złotousty :D

piątek, 18 grudnia 2009

Micrologus w Krakowie


Nie wiem, co takiego jest w muzyce dawnej, że tak ciągnie za duszę. Kiedy raz zasmakujesz w dźwiękach dawnych instrumentów, pieczołowicie rekonstruowanych przez znawców i miłośników w jednej osobie, to już zawsze będziesz odczuwać tę przyjemną tęsknotę za brzmieniem lutni, violi czy harfy i czystym, ale jakby pokrytym patyną śpiewem ludzi kochających to, co stworzyli muzycy przed wiekami... Przynajmniej ja tak mam.

Dlatego bilety na wczorajszy koncert Ensemble Micrologus, włoskiego zespołu muzyki dawnej, zamawiałyśmy z Aśką już od dwóch miesięcy. Ostatecznie udało nam się to zrobić trzy tygodnie temu :) Micrologus to zespół, który wciągnął mnie w świat pięknego brzmienia przez transmisję radiową ich występu na festiwalu w Jarosławiu w 2002 r. Wykonywali wtedy pieśni pielgrzymów do katalońskiego sanktuarium Montserrat. Teraz po raz pierwszy mogłam ich usłyszeć i zobaczyć na żywo. W krakowskiej filharmonii smakowaliśmy wczoraj włoskie trecento, czyli XIV-wieczne ballady, madrygały i muzkę taneczną, zatytułowane Venite Amanti a la lizadra festa. Pięknie zagrane, choć nie perfekcyjnie, bo ten rodzaj muzyki ma taki chropawy charakter. Widać było, że to wspólne granie sprawia im przyjemność, pomimo zrozumiałego zmęczenia (koncert trwał bez przerwy półtorej godziny), więc publiczność nie chciała zespołu wypuścić ze sceny. Niestety, wszystko, co dobre, szybko się kończy...

A ja, choć przez parę lat poznałam wiele zespołów wykonujących muzykę dawną, to jednak do tych Włochów wracam jak do swojego prywatnego źródła.



Jeden z utworów, wykonywanych wczorajszego wieczoru, tutaj jednak w innym miejscu, czasie i składzie :)

czwartek, 10 grudnia 2009

BiblioNETkołaj


Grudzień, czas niespodziewanych (i spodziewanych też) prezentów. I ja byłam grzeczną dziewczynką, bo pomimo grypy przybył do mnie Mikołaj. A dokładnie BiblioNETkołaj, przynosząc ze sobą biografię Jane Austen (okładka w załączeniu). To bardzo przyjemne uczucie, kiedy ze skrzynki pocztowej wyciągasz przyjemnie grubą paczuszkę :)

A teraz o samym pomyśle BiblioNETkołajów. Na tym portalu, na którym ludzkość chwali się, jakie książki czyta albo szuka czy daną książkę przeczytać warto, od kilku lat w okolicy wspomnienia Świętego z Miry organizowana jest świetnie pomyślana akcja. Masz w domu książki, które niekoniecznie muszą Ci zapychać biblioteczkę? Sprawdź, kto z użytkowników BiblioNETki ma tę książkę w schowku pod hasłem „Poszukuję”. Następnie wyduś z administracji* (za pomocą prostego maila) dane adresowe delikwenta i wyślij paczkę do spragnionego daru grzecznego chłopczyka lub dziewczynki. Proste, a ile radochy daje, zarówno adresatowi jak i nadawcy :) Ostatecznie, nawet jeśli nie zależy Ci na sprawianiu innym radości, zrobisz sobie miejsce na półce na nowe prezenty, bez wyrzutów sumienia, że oddajesz książkę na makulaturę...

Akcja ciągle trwa. Ty też możesz zostać Świętym Mikołajem!**

* Dla zaniepokojonych, że następuje tu jakieś naruszenie tajności danych osobowych: spojrzyjcie w wyjaśniający komentarz poniżej i spokojnie dalej mikołajcie :)

** Gwiazdorem, Dziadkiem Mrozem, Gwiazdką, Aniołkiem, Dzieciątkiem i czym tam jeszcze chcesz, biorąc pod uwagę uwarunkowania geograficzne...

piątek, 20 listopada 2009

Moja prawa stopa


Przeglądając dziś aktualności na polskich stronach jakubowych, trafiłam na nieznaną mi jeszcze stronę bractwa jakubowego ze Szczyrku. I ku wielkiemu memu zdziwieniu (a, jak wiadomo, dziwienie się jest immanentną cechą ludzi inteligentnych ;) ) znalazłam w nagłówku tej strony moją prawą stopę! A dokładniej mój prawy but, zwany przeze mnie hiszpańskim trzewikiem, który dziarsko depcze bruk obok spiżowej muszli na szlaku jakubowym w Burgos. Oj, nacierpiałam się ja przez te butki na camino, a tu taka ich nobilitacja :) Niemniej zdecydowanie wprawiło mnie to w doskonały humor na resztę dzisiejszego dnia: nie dość, że „cytują” mnie na stronach internetowych jak klasyka, to jeszcze przekonałam się, że ktoś czasem zagląda na nasze galerie podróżniczych zdjęć. Jak to mało człowiekowi do szczęścia potrzeba :)

czwartek, 19 listopada 2009

Przyjemność


Myślałam właśnie, ile przyjemności może człowiekowi sprawić widok przystojnego faceta, choćby tylko na zdjęciu w gazecie :) Więc pomińmy dalszy komentarz (i nieudolne parafrazowanie słynnej pisarki), niech fakty świadczą same za siebie.

Colin Firth

A Eli za podesłanie tego wywiadu bardzo dziękuję :*

wtorek, 3 listopada 2009

Czas odmierzany Savallem


Minęło dopiero pół roku od niezapomnianego wykonania Jerusalem w czasie festiwalu Misteria Paschalia, a tu kolejny krakowski festiwal, przygotowany przez Krakowskie Biuro Festiwalowe. Po raz pierwszy ruszył wczoraj Międzynarodowy Festiwal Literatury im. Josepha Conrada, powiązany z rozpoczynającymi się w czwartek Targami Książki. I od razu ruszył z przytupem, bo jako inaugurację wybrano Tous les matins du monde, koncert dedykowany autorowi Wszystkich poranków świata, Pascalowi Quignardowi. W magicznie oświetlonym (choć chłodnym) wnętrzu kościoła św. Katarzyny rozbrzmiewały wczoraj boskie dźwięki siedemnastowiecznej violi da gamba, na której wirtuozowsko grał mistrz Jordi Savall.



Poszczególne utwory przeplatane były fragmentami opowieści o panu de Saint Colombe, gambiście, i panu Marin Marais, pragnącym zgłębić tajniki gry na violi, odczytywane z pasją przez Krzysztofa Globisza. Przez chwilę mieliśmy możliwość przenieść się w czasie do XVII wieku, wystarczyło zamknąć oczy lub zapatrzyć się w niknące w ciemności sklepienie...

poniedziałek, 12 października 2009

Historia pewnej zakładki


Najpierw Kasia przyjechała na pierwsze krakowskie spotkanie caminowiczów, przywożąc ze sobą plik zakładek z Sandomierza. Gustowne, z pięknymi fotkami równie pięknego romańskiego kościoła św. Jakuba.

Przez następne dwa lata (a może więcej?) zakręceni na punkcie camino ludzie z Tarnobrzega, Więcławic, Sandomierza i Krakowa oraz szeroko pojętych okolic dawnej drogi Via Regia,wytyczali, znakowali, upowszechniali i otwierali coraz to nowe odcinki jakubowych dróg prowadzących przez Kraków do dalekiego, a jednocześnie bliskiego Santiago de Compostela. Sandomierz z Krakowem połączył wyznakowany szlak, którym przeszli już pierwsi pielgrzymi. Tak samo bardziej południową stroną Polski biegnąca Via Regia, od Wielkich Oczu do Krakowa, została otwarta stopami pierwszego pielgrzyma, czyli tejże samej Kasi-od-Zakładek.

A niedawno, siedząc sobie w poczekalni u lekarza i czytając Zaskoczonego Radością C. S. Lewisa, wysunęłam nieznacznie sandomierską zakładkę z książki, na co zareagował siedzący obok mnie krakowski kompozytor, który pisze właśnie oratorium Droga św. Jakuba i poszukuje kontaktu z ludźmi, którzy w Małopolsce odtwarzają szlaki jakubowe... Święty i zakładki się łapie, żeby osiągnąć swój cel ;)

Fotki cudownej zakładki nie mam, ale poniżej filmik z Kasi pielgrzymki szlakiem Via Regia.




czwartek, 23 kwietnia 2009

Niespełnione obietnice


Obiecałam przed świętami napisać parę ciepłych słów o Jerusalem Jordiego Savalla, wspaniałego koncertu, złożonego z muzycznych opowieści różnego czasu i różnych tradycji, opiewających święte miasto Jeruzalem... Ale nie zrobię tego. Pisząc maila do Przyjaciela, doszłam do wniosku, że nie potrafię. Całe wrażenie znika pod płaskimi słowami...

Aby się nieco zrehabilitować, zamieszczam poniżej dwa fragmenty koncertu. Wprawdzie nagranie tylko w małej części oddaje klimat tego wydarzenia, ale lepsze to, niż nic. Takie lekkie podrażnienie zmysłów...






czwartek, 9 kwietnia 2009

Świątecznie


I doczekaliśmy się. Wieczorem zaczynamy Święta! Nadchodzi czas, który nie sprzyja siedzeniu w sieci ;) Zatem już teraz wszystkim życzę dobrego przeżywania czasu świątecznego i radości ze zmartwychwstania!

A wszystkim wyświęconym życzenia wszelkiego dobra z okazji dzisiejszego kapłańskiego święta :)

PS A po świętach obiecuję notkę z uczty duchowej, czyli z wtorkowego koncertu Savalla, na którym dzięki dobrej wróżce Agnieszce z Biura Festiwalowego jednak byłam :) I do tego bez wyrzutów sumienia, bo OPbracia przenieśli próbę na środę :)

czwartek, 26 marca 2009

Wyznanie nawróconego radiosłuchacza


Nie sądziłam, że nastąpi to tak szybko... To pewnie przez tę polską cechę narodową czyli narzekajność :)

A zatem z radością oznajmiam, że radiowa Trójka znów jest stacją najczęściej przeze mnie słuchaną. Wprawdzie nadal z pewną dozą ostrożności i niedowierzania, ale jednak systematycznie. Przyznaję, że nawet ten dziwaczny twór Kuby Strzyczkowskiego, czyli „Za a nawet przeciw”, przypomina stare, dobre audycje Programu III. Gdyby jeszcze wróciły stare sygnały rozpoznawcze (czyli tak zwane dżingle), moja radość byłaby wielka :)

Na minione 7 lat spuszczam dziś zasłonę milczenia...

wtorek, 17 marca 2009

Céad míle faílte!


Tak właśnie! Sto tysięcy powitań dla wszystkich, którym bakcyl irlandzki kiedykolwiek wlazł za skórę. Nastał nam dziś dzień św. Patryka czyli Lá Fhéile Pádraig (jak mawiają jeszcze niektórzy nasi przyjaciele z Zielonej Wyspy). A zatem dziś w menu ziemniaczki i Guinness. No dobrze, może być Murphy's :)

A do tego coś dla ducha, czyli irlandzka dusza zaklęta w muzyce. Dwa "kawałki" jednego z najlepszych zespołów muzyki irlandzkiej na świecie, czyli żorski Carrantuohill w akcji. Czasem warto się przyznać, że się w tym mieście mieszkało przez 18 lat... :)



Coś dla ducha



Coś dla ciała :)


poniedziałek, 16 marca 2009

Zmiany w Trójce, Kydryn wariuje...


„Witam serdecznie,
25 lat. Właśnie tyle zbierałem moje płyty. Każda z nich ma swoją historię. Mojej ulubionej muzyki można teraz posłuchać na jednej ze stron internetowych, dlatego te płyty nie będą mi już potrzebne.
Wybierz jedną płytę, która interesuje Cię najbardziej podając adres, na który mam ją wysłać.

Pozdrawiam,
Marcin Kydryński”


Takie ogłoszenie można znaleźć na stronach Sjesty. Czyż można się nie podzielić taką wiadomością? Szczególne podziękowania dla Ani za tak miłą niespodziankę w ten smętny poniedziałkowy poranek :)

poniedziałek, 29 grudnia 2008

Trochę lżejszy materiał muzealny :)


Ponieważ czas sprzyja nieco lżejszym rozważaniom, proponuję dziś Państwu wyprawę do Kielc. Nie, nie, proszę się nie obawiać, nie będzie jak w wierszu Witkacego... W Kielcach znajduje się największe i najstarsze w Polsce Muzeum Zabawek i Zabawy. Na sporej powierzchni można obejrzeć zarówno historyczne zabawki z różnych stron świata (najstarsza lalka pochodzi z terenu Niemiec z końca XVIII w.), jak i nieco młodsze, ludowe zabaweczki, charakterystyczne dla różnych krain etnograficznych.


Mnie osobiście zainteresował bogaty zbiór zabawek pochodzących z różnych polskich spółdzielni zabawkarskich, przez lata produkujących zabawki dla milionów polskich dzieci. To taki powrót do radosnej przeszłości, sprzed najazdu lalek Barbie i klocków Lego (choć te również znajdują się w zbiorach muzeum).

Muzeum jest interaktywne, zdecydowanie przyjazne dzieciakom, które mogą sobie podotykać eksponaty, wziąć udział w warsztatach i innych aktywnościach okołomuzealnych (w tym wypożyczyć strój na bal karnawałowy). A i rodzice nudzić się tu nie powinni, bo to muzeum dla małych i dużych :)

Więcej informacji znaleźć można na stronie internetowej muzeum. Polecam!

czwartek, 4 grudnia 2008

Małe radości


Słuchajcie, słuchajcie! Różne znaki na niebie i ziemi mówią, że wracają do Polski fachowcy z Wysp! U mnie, na przykład, dwa dni temu panowie instalowali domofon. Po pierwsze robili to późnym popołudniem, kiedy lokatorzy wrócili z pracy (a nie, jak dotychczas się zdarzało, że trzeba wziąć sobie dzień wolny, bo fachowiec pracuje od dziewiątej do piętnastej). Po drugie potrafili powiedzieć "dzień dobry", "przepraszam", "czy można prosić" i inne takie trudne wyrażenia. Po trzecie, na widok moich białych ścian, pan fachowiec zapytał, czy może sobie umyć ręce, bo nie chciałby pobrudzić wyżej wspomnianych ścian (sic!). Po czwarte przywiesili słuchawkę domofonu tam, gdzie sobie życzyłam (nie ma, że się nie da, klient nasz pan!). Po szóste, cała sprawa zajęła im około kwadransa. Po siódme wreszcie, po ich wizycie wystarczyło zmieść kilka śmietek z podłogi jako całe sprzątanie po instalacji... Trudno się było otrząsnąć z szoku!

Zatem słuchawka domofonu, wisząca w moim mieszkaniu, jest obiektem nieustającego zachwytu, bo przywraca mi wiarę w ludzi i daje nadzieję na normalność również w naszym pięknym kraju :)

Życzę wszystkim takich pozytywnych zaskoczeń, nie tylko w świątecznie nastawionym grudniu :)