Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Święta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Święta. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 grudnia 2011

Co zrobić z książką?


Odpowiedź na powyższe pytanie wydaje się banalnie prosta: przeczytać! No tak, ale jeśli już się przeczytało i okazało się, że była to tylko przelotna znajomość? A tu miejsca na dobrych książkowych przyjaciół brakuje na półce... Co wtedy? Odpowiedzi jest kilka i żadna z nich nie należy do kategorii: „wyrzucić” (nawet na makulaturę).

Można na przykład oddać książkę w dobre i spragnione ręce. Jak co roku portal książkofilów, czyli BiblioNETka, przeprowadza akcję „Biblionetkołaj”, która daje gwarancję, że książka trafi do kogoś, kto naprawdę jej poszukuje. Cała zabawa jest bardzo prosta, bo zaczyna się od zarejestrowania się na BiblioNETce, jeśli ktoś jeszcze dotąd tego nie zrobił (a warto, nie tylko w czasie świątecznym). Następnie wyszukujemy w systemie książkę, którą chcemy oddać i sprawdzamy, kto ma ją w schowku pod szyldem: „poszukuję”. Poprzez zapytanie do mikołajowej śnieżynki (przez wysłanie wiadomości do tej zacnej niewiasty) dopytujemy się o adres spragnionego czytelnika, który sam go udostępni, jeśli będzie zainteresowany (a kto by nie był zainteresowany prezentem od Mikołaja?!). Potem zostaje nam już tylko udać się na pocztę i wysłać paczuszkę, żeby ktoś za parę dni mile się uśmiechnął :) Jeśli ktoś zdecyduje się na zabawę w Mikołaja (świętego czy też nie), to niech zajrzy tutaj. A jeśli tak się zdarzy, że to do Ciebie dotrze paczka od Biblionetkołaja, to warto mu podziękować w tym miejscu, bo osobiście jest to niemożliwe (jak to ze świętym Mikołajem bywa). Ja swój prezencik już dostałam i to nie po raz pierwszy, co powinno przekonać nieprzekonanych, że warto prowadzić schowek na BiblioNETce :)

maleńki fragment kiermaszu
na najpiękniejszych krużgankach
Innym pomysłem na wietrzenie biblioteczki jest udział w akcji „Ciacho za ciacho”, organizowanej dwa razy do roku przez beczkowy Szpunt na krużgankach krakowskiego klasztoru Dominikanów. Tu pomysł jest jeszcze prostszy: przynieś książki na klasztorną furtę, a w najbliższą niedzielę zostaną one wystawione na sprzedaż na kiermaszu charytatywnym. Tym sposobem osiągasz kilka celów jednocześnie: masz miejsce na nowe książki (które zresztą możesz nabyć na owym kiermaszu), pomagasz w budowie studni w Sudanie Południowym i Ugandzie (w tym roku na ten cel przeznaczone są dochody z kiermaszu) oraz miło spędzasz czas na buszowaniu wśród kiermaszowych książek, opychając się jednocześnie nabytymi obok charytatywnymi ciachami, a może nawet popijając to wszystko kawusią bądź herbatką :) Jedynym mankamentem tej metody jest jej ograniczenie terytorialne. Ale zawsze można wpaść na chwilę do Krakowa!

I jeszcze trzecia metoda, wcale nie ostatnia, ale może na niej poprzestanę: można oddać książki bibliotece w potrzebie. Łatwo taką znaleźć, bo niemal każda biblioteka pod tę kategorię podpada, ale niektóre są potrzebujące bardziej. 4 listopada doszczętnie spłonęła biblioteka w Kobułtach na północy Polski, przez co wiele osób zostało pozbawionych dostępu do książek. Można im pomóc w odtworzeniu księgozbioru, wystarczy dostarczyć książki do jednego z punktów zbiórek w Polsce. Wszelkie informacje na ten temat można znaleźć na fejzbuku (niestety, tylko dla zarejestrowanych...), gdzie dobrzy ludzie zorganizowali akcję zbieraczą.

A zatem - do dzieła!

czwartek, 2 grudnia 2010

Stingologia


Ostatnio Mr Sumner zwany Stingiem wyziera zza każdego rogu. Co mnie osobiście akurat cieszy. Zaczęło się od koncertu na otwarcie stadionu w Poznaniu (na którym wczoraj Lech z Juventusem tarzali się w śniegu w pogoni za pomarańczową piłką), potem gruchnęła wieść, że Mistrz uświetni warszawski koncert z okazji 85-lecia Polskiego Radia, a ostatnio pewien stingofan ze Śląska zachwala rewelacyjny ponoć album z koncertu w Berlinie. O pomniejszych wydarzeniach nawet nie wspominam. Najwyższa więc pora, aby zimową drogę do i z pracy (która potrafi trwać nawet dwie i pół godziny pięknie zaśnieżonymi i zakorkowanymi ulicami Krakowa naszego kochanego) zaczęła mi umilać muzyka z zimowego albumu In Of A Winter's Night.

I wydawać by się mogło, że stingowe nasycenie atmosfery osiągnęło wartość krytyczną. Ale dziś znalazłam w niezawodnej sieci rzecz, która przywiodła mi na myśl św. Mikołaja z Choinką i Aniołkiem razem wzięte. Książeczka nie nowa już, bo wydana w 2007 roku, zawierająca teksty piosenek z odautorskim komentarzem Stinga (prezentacja poniżej). Więc gdyby ktoś nie miał co zrobić z dwudziestoma (około) dolarami, to polecam się wdzięcznej pamięci :)



PS Po dalszych poszukiwaniach w sieci okazało się, że mamy to w Polsce... I to nawet za niższą cenę, choć trzeba było dopłacić za tłumacza. Ot, zawiłości ekonomiczne polskiego rynku wydawniczego, których mój nieskomplikowany umysł humanisty nigdy chyba nie ogarnie. Wiadomość dla Mikołajów i im pokrewnych: polska wersja też może być, choć pewnie z uszczerbkiem dla mego rozwoju lingwistycznego :)

niedziela, 28 listopada 2010

Tańcząca z goframi


Sezon świąteczny w pełni. Galerie (handlowe oczywiście), przyoblókłszy się w choinki i pajace w czerwonych ubrankach, kuszą klientelę zapachem pierników i piosenkami z dzwoneczkami. Nawet radiowa Trójka wyemitowała już nowego Karpia, choć najpierw obowiązkowo wysłuchaliśmy inauguracyjnego utworu świątecznego Last Christmas... A na krakowskim Rynku zagościły Targi Bożonarodzeniowe, subtelnie zasypane świeżym śniegiem. I pewnie nie byłoby o czym mówić, bo przecież takie szopki oglądamy co roku, ale tym razem na targi trzeba pójść! Albowiem na jednym ze stoisk zobaczyć można niepowtarzalny występ choinki z gofrem w objęciach! Nic więcej nie powiem, to trzeba zobaczyć na własne oczy :)

A dla tych, którzy nie mogą dotrzeć na Rynek, krótki film poglądowy:


sobota, 30 października 2010

Święci z ulicy wzięci


Wprawdzie w radio nadają właśnie fragment znanej polskiej kolędy (ten Chopin jest wszędzie...), ale przed nami dopiero uroczystość Wszystkich Świętych. I chodząc sobie dziś po książce z ryjem, twarzoksiążce czy też fejzbuku, natknęłam się na link do galerii wielce interesujących obrazków. Pochodząca z Minnesoty artystka, Jessie DeCorsey, tworzy realistyczne portrety współczesnych ludzi i umieszcza je jakby we wnętrzu pseudowschodniej ikony albo obrazu rodem z epoki art nouveau. Powstają z tego intrygujące obrazki świętych (bo tak też je podpisuje), którzy niczym się nie różnią od współczesnych Amerykanów, których artystka pewnie co dzień mija na ulicy. I choć pod względem estetycznym obrazy te budzą jednak mój sprzeciw (realistycznie malowana czy tez fotografowana postać nie wtapia się w całość obrazu), to jednak samo przesłanie jest wspaniałe. Święci to ludzie tacy jak my, niektórzy żyją obok nas, tu i teraz, choć rzadko noszą aureolę. Prawda, że nie ona pierwsza wpadła na pomysł przedstawiania współczesnych w roli znanych świętych (przed nią było wielu, z moimi umiłowanymi prerafaelitami na czele), jednak warto co jakiś czas ostrzegać kolejne pokolenia: „uwaga, i ty możesz trafić na listę nowego Jakuba de Voragine!”.

św. Błażej 

sobota, 26 grudnia 2009

Świąteczne zmęczenie :)


Zwierzęta nie udają - świętowanie męczy... Więc Wy też uważajcie na świąteczne zmęczenie! :)


środa, 16 grudnia 2009

Potrzeba matką wynalazków


Zbliżają się Święta i Nowy Rok, a zatem czas wzmożonej działalności imprezowej w firmach, zakładach pracy, urzędach i tym podobnych przybytkach tajemniczej działalności ludzkiej. Takie, często obowiązkowe, spotkania w polskich firmach wciąż najczęściej zwane są opłatkowymi, ewentualnie świątecznymi, choć opłatków na nich raczej nie znajdziemy (doświadczenie osobiste dnia wczorajszego). Znajdziemy za to niezłą wyżerkę na koszt pracodawcy (ewentualnie składkową) oraz coraz częściej lampkę wina lub szampana. A wszystko to w zachodnim stylu standing party, gdzie stoły występują raczej symbolicznie. Co zatem zrobić z kłopotliwym ograniczeniem istoty dwuręcznej, utrudniającym spokojne delektowanie się jedzeniem i piciem? Problem rozwiązano niezwykle twórczo. Nie wiem czy wynalazek opatentowano, ale warto go zastosować w najbliższych dniach. Smacznego! :)