Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyprawy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyprawy. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 października 2012

Wspomnienie lata

Olaboga! To już koniec października?! Kiedy ten czas minął? Podobno przed końcem świata czas przyśpiesza, to by się zgadzało z obserwacją :) Patrząc na zdjęcia, dochodzę jednak do wniosku, że wiele się działo od zimnego początku lata.

Po pierwsze dopadło nas Euro 2012, a nas, Krakowian, w szczególności. Muzealnicy przez miesiąc zaglądali w prywatne życie Synów Albionu, których to chyba szybko zmęczyło, bo wcześnie pojechali do domu :) Ale Holendrzy zrezygnowali z krakowskich atrakcji jeszcze szybciej. Za to solny klimat Wieliczki nieźle służył Włochom, którzy najdłużej pozostawali w grze. Cóż, w Krakowie są ciekawsze obiekty niż stadiony :)

Z okazji meczu reprezentacji Włoch
Adaś nosił trójkolorową kokardę :)

W lipcu wybrałyśmy się nad polskie morze, napawać się jodowym powietrzem, spacerując brzegiem Bałtyku tam i z powrotem. Pomimo pięknych widoków nikomu nie polecam „wypoczynku” w kołobrzeskim kurorcie... Za to warto wybrać się do nieodległego Trzebiatowa, miasteczka o największym zagęszczeniu gotyckich zabytków oraz goszczącego w murach swych kościołów trzy wyznania chrześcijańskie czterech obrządków. Taki nadmorski ekumenizm katolicko-ewangelicko-grekokatolicko-prawosławny :)

Inne stworzenia też korzystały ze spaceru o zachodzie :)

A na ścianie jednej z kamienic Trzebiatowa
widnieje słoń z 1639 roku

Na początku września krakowską Drogą Królewską przedefilowały, jak co roku, najdłuższe psy świata, czyli krakowskie jamniki kształtów wszelakich. Biedne zwierzaki zostały przez swych okrutnych właścicieli zmuszone do noszenia idiotycznych ubranek. Szkoda, że szanującemu się psu nie wypada pogryźć własnego pana...

Zażenowany Hotdog...

Ze względu na czerwcową wizytę Włochów Wieliczka została gruntownie odnowiona. Dwa miesiące później nadal wyglądała pięknie i zachęcająco. Turyści też się chyba przekonali, że warto zobaczyć coś więcej, niż tylko kopalnię soli. Oby więcej takich pomysłów!

Na wielickim Rynku wyrwało dziurę,
przez którą widać główną atrakcję miasta :)

Żeby nie wyjść z wprawy, z Wieliczki do Krakowa wróciłyśmy szlakiem muszli, czyli fragmentem małopolskiej Via Regia. Trzeba przyznać, że krakowscy opiekunowie szlaku wykonali kawał dobrej roboty, bo oznakowanie tego fragmentu jest zaiste imponujące. A do tego jakie krajobrazy! Sami sprawdźcie, to jedyne 8 kilometrów :)

Charakterystyczny jakubowy słupek w Kosocicach

A we wrześniu Muzeodajnia kręciła się niemal wyłącznie wokół tematu Mogiły, otwierając w Krzysztoforach i na Słonecznym podwójną wystawę poświęconą tej dawnej podkrakowskiej wsi. Było zacnie, słowiańsko i odpustowo. A potem można było odpocząć...

Opactwo cystersów podczas odpustu
i tuż po remoncie dziedzińca

I tak właśnie minęło lato, właściwie nie wiadomo kiedy. Znów zrobiło się zimno i mroczno, a chociaż jutro zaczynają się Targi Książki, a na Małym Rynku rusza HalloWine czyli Strasznie Smaczny Kiermasz, to najchętniej wróciłabym do kociej filozofii życia z początków czerwca. Historia lubi się powtarzać...

PS A ponieważ w mieszkaniu trwa remont, to przy okazji wyremontowałam też Muzeodajnię. Zmienił się nieco wygląd, a do gabinetu podróżniczo-ikonograficznego dostać się teraz można przez osobną zakładkę u góry strony. Nawet muzea potrzebują czasami liftingu :)

wtorek, 1 maja 2012

Wspomnienia na upał


Za oknem pełnia lata, stąd pewnie naszły mnie wspomnienia ubiegłorocznej wyprawy węgiersko-wiedeńskiej. Aż trudno uwierzyć, ale za chwilę minie rok od naszej peregrynacji szlakiem winno-termalnym, a tutaj w Muzeodajni, w gabinecie podróżniczo-ikonograficznym ciągle brak ilustrowanego pamiętnika z podróży. Śpieszę zatem nadrobić to zaniedbanie, zwłaszcza że majówka dopiero co się zaczęła, więc jest jeszcze czas na podjęcie szybkiej i słusznej decyzji o wyjeździe w krainę winem i wodą termalną płynącą. Tak właściwie, to jest to tuż za miedzą, jeśli patrzyć z perspektywy Polski południowo-wschodniej, a zatem nie trzeba wielkich przygotowań i wielogodzinnej jazdy.


Już sam wypad do stolicy Węgier może sprawić wiele przyjemności amatorom włóczenia się po malowniczych zaułkach wielkiego miasta. Ale poza samym Budapesztem  jest co najmniej kilka wartych odwiedzenia zakątków, bardziej sielskich-anielskich. Pół godziny jazdy na północ od stolicy leży urocze Szentendre, nieco dalej na wschód znajdzie się kilka godnych polecenia destynacji: Debreczyn, Eger i przede wszystkim Tokaj. A jeśli zachód jest Wam bliższy, to zarówno wybrzeże madziarskiego morza sprzyja wytchnieniu od upałów, jak i krótki wypad do malowniczego Sopron może wprawić człowieka w dobry nastrój. A z Sopron bardzo łatwo przemieścić się nad piękny, modry, wiedeński Dunaj.

To tylko kilka sugestii co do miejsc wartych zobaczenia. Jest tych miejsc na pewno o wiele więcej, ale za wymienione mogę ręczyć, bo smakowałam je z rozkoszą. Dlatego kierunek węgierski polecam wszystkim gorąco, wiedeński nieco chłodniej :)

sobota, 14 stycznia 2012

Patrz pod nogi


W ubiegłym tygodniu Muzeodajnia wybrała się na studyjną wyprawę za zachodnią granicę. 70 muzealników szturmowało Berlin od strony kulturalnej, próbując w ciągu niecałych dwóch dób zobaczyć wszystko, w tym co najmniej 4 muzea od środka. Niezwykle interesujące doświadczenie, którego nie potrafiła zepsuć nawet para niekompetentnych pilotów renomowanego biura podróży oraz miejscami huraganowy wiaterek. Nie od dziś wiadomo, że muzealnik to zwierzę radzące sobie w najtrudniejszych warunkach.

Niemiecka stolica to miasto, które ściąga wzrok turysty w górę. A to wieża telewizyjna stercząca po stronie wschodniej, a to kolumna ze złotym aniołem po stronie zupełnie przeciwnej. W Bramie Brandenburskiej, która w końcu jest szersza niż wyższa, akcentem skupiającym uwagę jest stojąca na górze kwadryga, powożona przez boginię, której dawni berlińczycy kazali się ubrać, żeby gołym tyłkiem nie gorszyła przybywających do miasta gości (co ciekawe, dziś ten zgrabny tyłek pewnie chętnie oglądaliby uczestnicy Parady Równości, odbywającej się właśnie po owej tyłkowej stronie bramy). A współczesna szklana architektura rozrasta się we wszystkich kierunkach, ale również z wyraźną inklinacją ku górze. To zaledwie kilka, za to znaczących przykładów.

Zatem wydawałoby się, że zwiedzanie Berlina w deszczu nie ma większego sensu. A tu niespodzianka. Kiedy się chodzi z nosem przy ziemi, można poznać takie miejsca, które w normalnym trybie zwiedzania są niemal niemożliwe do zauważenia. Ot, na ten przykład można się przejść po murze którego nie ma, nawet tego nie zauważając.

Nocą na murze pod Reichstagiem






 Ale nie o murze, którego nie ma, a jest, chciałam mówić. Jest w Berlinie pomnik niezwykły, choć przypominający wydarzenia haniebne, który nie jest widoczny w krajobrazie miasta. Trzeba dopiero stanąć nad nim, żeby go zobaczyć. Na pustym, brukowanym placu Forum Fridericianum, między (remontowaną właśnie) operą, dawną biblioteką (dziś uniwersytet) i katolicką katedrą św. Jadwigi kwadratowa tafla grubego szkła nakrywa ukryte w ziemi niewielkie, białe pomieszczenie z pustymi regałami na książki. Podobno zmieściłoby się tutaj dokładnie tyle woluminów, ile ich spalono w tym miejscu 10 maja 1933 roku.

Pusta Biblioteka...
Na wielkim stosie, rozpalonym tutaj przez niemieckich narodowych socjalistów zaledwie kilka miesięcy po dojściu Hitlera do władzy, płonęły dzieła żydowskich i „nieprawomyślnych” autorów, takich jak Albert Einstein, Ernest Hemingway, Thomas Mann, Jack London, Bertold Brecht czy Heinrich Heine. Ten ostatni w napisanym w 1821 roku dramacie Almansor zawarł takie zdanie: „To był tylko przedtakt; tam gdzie pali się książki, na końcu także ludzi palić będą”. Te prorocze słowa, choć oryginalnie mówiące o barbarzyńskim paleniu Koranu przez chrześcijańskich rycerzy w Hiszpanii, zostały wyryte na pamiątkowej tablicy umieszczonej nieopodal, jako wywołujące niepokój memento.  Niepokój, bo skoro historia powtórzyła się już po raz kolejny, to skąd pewność, że barbarzyńcy znów nie stoją u bram?


Ten niezwykły pomnik Michy Ullmana, odsłonięty w 1995 roku, pojawia się już w przewodnikach po Berlinie, choć znaleźć go niełatwo. Dopełnieniem jego oszczędnej formy jest znajdujący się nieopodal Bramy Brandenburskiej rozległy Pomnik Pomordowanych Żydów Europy. Zestawienie tych dwóch form to ostrzeżenie, że wielkie zło ma często niepozorne korzenie...

Są rzeczy, które lepiej widać w ciemności. Pusta Biblioteka nocą

wtorek, 15 lutego 2011

Lekki powiew lata


Wiosna chwilowo skapitulowała i ustąpiła miejsca zimie, prawowitej władczyni lutego. Więc właściwie wszystko jest w porządku, ale ostatnie słoneczne dni nieco nas rozpieściły. Dlatego tym chętniej wraca się do wspomnień ciepłego lata, żeby jakoś przetrwać najbliższe tygodnie. A ponieważ wrodzone (albo raczej skrupulatnie nabyte) lenistwo nie pozwoliło mi dotychczas podzielić się z Wami fotoreportażem z mojej wakacyjnej wędrówki polskim odcinkiem Via Regii, poznaczonej muszelkami i żółtymi strzałkami drogi do Santiago, w tej chwili właśnie nadrabiam to zaniedbanie.


Klikając na powyższy banerek, traficie na album 216 fotografii z komentarzami, które poprowadzą Was sierpniowym szlakiem z Krakowa do Zgorzelca. A zatem: buen camino!

czwartek, 10 czerwca 2010

Zbyt trudne?


Czy nikt z Państwa nie ma ochoty na wycieczkę z przewodnikiem? Ja rozumiem, komary... Ale to da się przeżyć :) A jeśli konkurs krajoznawczy jest zbyt trudny, to podpowiadam: proszę szukać w Krakowie... Na odpowiedzi oczekuję do niedzieli!

piątek, 4 czerwca 2010

Zagadka krajoznawcza


W ramach zaklinania pogody i wymuszania warunków do włóczęgi wszelakiej maści, proponuję dziś zagadkę krajoznawczą. Podczas naszych siostrzanych wędrówek powstały poniższe fotki. Pytanie brzmi: gdzie zostały zrobione? Nagrodą dla zwycięzcy jest dwuosobowa wycieczka do jednego z poniższych miejsc. Niech będzie, z przewodnikiem :)

 
fot. 1


 
fot. 2


 
fot. 3

piątek, 21 maja 2010

Takie moje wędrowanie


Nogi same domagają się wyjścia z domu, więc to już najwyższa pora, żeby się przygotować do Drogi. Pogoda wprawdzie nie nastraja wędrownie, ale od czego jest internet :) Dziś zatem, w ramach przygotowań, lekcja muzyczna. Wszak nie od dziś wiadomo, że kto śpiewa, ten idzie dwa razy dłużej...


środa, 18 listopada 2009

Jesienna nowalijka


Wróciłam właśnie ze spotkania w Księgarni Hiszpańskiej, na którym ks. Andrzej Mojżeszko opowiadał o swoich przygodach na Wielkopolskiej Drodze Świętego Jakuba, po której pielgrzymował rok po naszej (mojej i Aśki) peregrynacji z Poznania do Jakubowa. To zadziwiające, jak podobne mamy wspomnienia, i te dobre i te mniej dobre :) W gabinecie ikonograficzno-podróżniczym zamieszczam link do kilku fotek z tej naszej wędrówki w 2007 roku, choć ze skąpymi opisami. Może kiedyś je uzupełnię...

A ze spotkania wyszłam z prezentem, czyli jeszcze cieplutką i pachnącą farbą drukarską książeczką-pamiętnikiem ks. Andrzeja, napisaną piękną polszczyzną, a zarazem bardzo przystępnie. To zdecydowanie najnowsza książka o camino, a pierwsza zawierająca wspomnienia z polskich dróg. Taka niespodziewana nowość jesienna :) Połowę już przeczytałam, ba, połknęłam niemal! Jeśli ktoś zechce przeczytać, to niech w najbliższym czasie poszuka jej w dobrych księgarniach. Ewentualnie uśmiechnie się do mnie i ustawi w kolejce :)

wtorek, 15 września 2009

Ilustrowany dziennik z podróży


Wprawdzie minął ponad miesiąc od powrotu z urlopu, ale jednak udało się! Zamieściłam w internetowej galerii zdjęcia z szeroko pojętego Londynu wraz z opisami i teraz dzielę się z Wami moim prywatnym, ilustrowanym dziennikiem z podróży. Wystarczy kliknąć na baner poniżej, aby się do niego dostać. Jednocześnie ostrzegam, iż galeria liczy 351 zdjęć, co może być okolicznością zniechęcającą. Ale można oglądać na raty :)

Życząc dobrej nocy, zapraszam do obejrzenia!


Image Hosted by ImageShack.us


PS W Muzeodajni pojawił się nowy kącik (u dołu strony): gabinet podróżniczo-ikonograficzny, gdzie znaleźć można wejścia do galerii z naszych (moich i Aśki) wcześniejszych podróży. Zapraszam do korzystania :)