Obiecałam przed świętami napisać parę ciepłych słów o Jerusalem Jordiego Savalla, wspaniałego koncertu, złożonego z muzycznych opowieści różnego czasu i różnych tradycji, opiewających święte miasto Jeruzalem... Ale nie zrobię tego. Pisząc maila do Przyjaciela, doszłam do wniosku, że nie potrafię. Całe wrażenie znika pod płaskimi słowami...
Aby się nieco zrehabilitować, zamieszczam poniżej dwa fragmenty koncertu. Wprawdzie nagranie tylko w małej części oddaje klimat tego wydarzenia, ale lepsze to, niż nic. Takie lekkie podrażnienie zmysłów...
hej Miśka, no nie wiedziałam, że Ty też w blogosferze :D.
OdpowiedzUsuńPozdro,
ewa :-)
matamata
No cóż, czasem też się dziwnie zachowuję :)
OdpowiedzUsuńA jeśli "też", to czy jest szansa na zobaczenie jakiegoś trójkociego bloga..? :)