Pokazywanie postów oznaczonych etykietą myśli nieuczesane. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą myśli nieuczesane. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Klawiszowstręt


Pewien wiercipięta wytknął mi ostatnio (no, trochę dawniej niż ostatnio), że przydałoby się coś nowego na blogu napisać. Cóż, ma człowiek rację. Ale ponieważ moja zawodowa praca składała się w minionych tygodniach głównie z siedzenia przed monitorem i stukania w klawisze (komputerowe oczywiście), więc jakoś blogomuza nie chciała mnie nawiedzić. Za to dziś oficjalnie zakończyłam zmagania, aby odpowiednie dać rzeczy słowo i mogę obecnie nawet i Muzy (przez duże M) posłuchać...

 Dominik i Pies czyli Święty z Atrybutem ;)

Ale dziś jeszcze sobie poświętuję z całą dominikańską rodziną :) I w ramach prezentu proponuję sekwencję ku czci św. Dominika odśpiewaną dokładnie siedem lat temu podczas pamiętnej Kapituły Generalnej w Krakowie. Internet to jednakowoż fantastyczny wynalazek! :)

Współczesna wersja dominikanina z atrybutem ;)

poniedziałek, 22 lutego 2010

Optymizm ludzi Północy


Zima zrobiła nam się jakby olimpijska, czyli ogólnymi warunkami zbliżyła nas szalenie do odległego, ale jakże bliskiego sercu każdego Polaka Vancouver (sama się dziwię, że to napisałam...). Będzie zatem o sporcie, ale od strony socjologicznej.

Istnieje taka sympatyczna konkurencja narciarska, biathlonem zwana, w której oprócz szybkości nóg liczy się także celność oka, jako że zawodnicy (w zależności od dystansu biegu) 2 lub 4 razy przerywają bieg (ślizg?) do mety, żeby pięć razy trafić w odległe czarne kropki, które po każdorazowym trafieniu zakrywa biała klapka. I tak się właśnie zdarzyło, że w ubiegły czwartek, w biegu na 20 km (podczas którego zawodnicy mają za zadanie ustrzelić 4 razy po 5 czarnych kropek, czyli razem 20) wystartowali m. in. Polak Tomasz Sikora oraz Norweg Ole Einar Bjoerndalen. Wyniki końcowe nie są w tej chwili istotne, ważne, że w strzelaniu osiągnęli takie same wyniki. Jednakże w komentarzu po biegu usłyszeć można było, że Polak spudłował dwa razy, natomiast Norweg 18 razy strzelił dobrze. Co wynika z takiego podejścia? Ano Polacy dramatyzują nad słabą formą pana Sikory, a Norwedzy cieszą się z kolejnego srebrnego medalu. Ot, siła pozytywnego myślenia (oraz nóg norweskich :)

A dla mnie olimpiada już się skończyła. Janne Ahonen po kontuzji kolana nie wystąpi już dziś w drużynowym konkursie skoków. Nie ma więc po co włączać telewizora...

Janne...

czwartek, 19 listopada 2009

Przyjemność


Myślałam właśnie, ile przyjemności może człowiekowi sprawić widok przystojnego faceta, choćby tylko na zdjęciu w gazecie :) Więc pomińmy dalszy komentarz (i nieudolne parafrazowanie słynnej pisarki), niech fakty świadczą same za siebie.

Colin Firth

A Eli za podesłanie tego wywiadu bardzo dziękuję :*

niedziela, 1 listopada 2009

A w Krakowie...


... znów pojawiły się anioły. Znajdzie taki kawałek gzymsu i od razu czuje się jak u siebie. Siedzi sobie i udaje niewiniątko, wygrzewając się bezczelnie w jesiennym słońcu. Podstępne. Ale w taką pogodę nawet pierzastym się wybacza :)



sobota, 6 czerwca 2009

Powroty


Pewnie znane jest Wam uczucie, kiedy po dłuższej nieobecności wracacie do ojczystego kraju? Albo miasta? To nie jest zwykła przyjemność czy radość, to splot różnych odczuć, które czasami trudno nawet nazwać. I ten specyficzny smaczek odkrywania na nowo znanych miejsc, poznawania na nowo dawno nie widzianych znajomych, zacieśniania więzi z odzyskanymi przyjaciółmi... Powrót to podobno najprzyjemniejszy element wyjazdu.

Tak samo jest z powrotem do ulubionych lektur czy też wykreowanych przez autora miejsc i światów, do żyjących w nich bohaterów, których nigdy nie ośmieliłabym się nazwać papierowymi. Ot, choćby taka wizyta u Borejków na poznańskich Jeżycach zawsze wyzwala u mnie ów "syndrom powrotu".

Ale obecnie wróciłam nieco dalej, do Siedmiu Królestw Westeros, trzymanych w ryzach przez władcę Żelaznego Tronu, pomiędzy wciąż walczące o wpływy rody Lannisterów, Baratheonów, Fossowayów i innych, poddanych potężnemu rodowi Targaryenów, władców smoków... Nie, wyczekiwana książka A Dance with Dragons Martina nie ukazała się jeszcze na polskim rynku. Za to dotarłam do opowiadania Wędrowny rycerz w trzecim tomie Retrospektywy, w którym autor opowiada o wydarzeniach na turnieju w Ashford, trzy pokolenia wcześniej niż słynna walka o tron (na zdjęciu Aegon V Targaryen, w opowiadaniu znany jako Jajo, wyrostek z królewskiego rodu, o którym nikt nawet nie myślał jako o przyszłym władcy; koniec spoilera :)). Zaś powrót do świata Siedmiu Królestw wywołał u mnie pragnienie powtórnego przeczytania niedokończonej sagi oraz sprowokował mnie do napisania tej nieco nostalgicznej notki :)

Cóż, być może nadszedł czas, aby nabyć sobie dotychczasowe tomy Pieśni Lodu i Ognia na własność? Jakby ktoś kiedyś zastanawiał się nad prezentem dla mnie, to zachęcam :D

piątek, 5 czerwca 2009

Pierwszy dzień kolejnego dwudziestolecia


To taki polski zwyczaj, dzielić historię ojczystą na kolejne dwudziestolecia. Poprzednie, przedwojenne, skończyło się nieciekawie. Miejmy nadzieję, że tym razem będzie lepiej :)

Jedno zdanie z wczorajszych uroczystości utkwiło mi w pamięci: zburzyliśmy komunizm, ale burzyć jest łatwo, teraz trzeba coś zbudować... Jeszcze parę lat temu nie uwierzyłabym, że będę cytować mądre słowa prezydenta Wałęsy... Ot, taki kolejny cud :)

Życzę nam wszystkim radosnego budowania!

sobota, 3 stycznia 2009

Śnieżny spokój


Jakoś tak spokojnie upływa mi początek nowego roku. Na polu spadł śnieg, przez co nie słychać stukania obcasów po chodniku (administracja szczęśliwie jeszcze się nie obudziła, żeby radośnie i szczodrze sypnąć solą), autobusy jeżdżą, jakby ciągle była sobota, a krakowianom brakło wreszcie pieniędzy na kolejne fajerwerki ;)

W Muzeodajni też spokój, bo Wszechwładny zarządził wolny piątek w zamian za którąś sobotę. Oczywiście nie dla wszystkich, stąd siedzę sobie w cieplutkiej kanciapce i, delikatnie rzecz ujmując, sprawiam wrażenie :) A ponieważ nie ma kto dzwonić (skoro Michaelburg zamknięty), więc wrażenie ciszy jeszcze się potęguje. Wprawdzie najeżdżają nas od wczoraj hordy Wikingów (i cóż, że ze Szwecji), spragnione widać czegoś innego, niż galicyjski grzaniec i kiełbaska z rusztu, ale załoga Muzeodajni działa jak szwajcarski zegarek, więc mogę ich nawet nie zauważać ;)

Cóż, trzeba wykorzystać te ostatnie chwile spokoju. Następne dopiero podczas wakacyjnego zastoju. Ale myśl o lecie, kiedy za oknem -10 stopni, wydaje się już zbyt perwersyjna...

poniedziałek, 1 grudnia 2008

Krakowski spleen




Nie lubię zmian. A zmiany nadchodzą. Choćby nowy miesiąc, w niedalekiej przyszłości nowy rok... Nowy wygląd lubianej strony internetowej... Nowa władza w ulubionym radiu... I takie tam inne...

Tylko poziom malkontenctwa zawsze w normie :)