Czytając różnorodne recenzje słynnego ostatnio filmu "Księżna" w reżyserii Saula Dibb, traktującego o nieszczęśliwiej acz uroczej księżnie Georgianie Cavendish, a z drugiej strony przygotowując kolejną wystawę w Muzeodajni, natrafiłam na postać naszej własnej, słowiańskiej księżnej, choć inaczej tytułowanej.

A mowa o hetmanowej Izabeli z Poniatowskich Branickiej (1730-1808), zwanej również Panią Krakowską (mąż był między innymi kasztelanem krakowskim). Dziewczyna nie miała łatwego życia, a zaczęło się już we wczesnym dzieciństwie. Na chrzcie jej dano Elżbieta, ale moda na francuszczyznę była tak wielka, że całe życie używano jej imienia w wersji francuskiej. W wieku lat 18 została wydana za 59-letniego Jana Klemensa Branickiego (dla którego była już trzecią żoną), w celu przeciągnięcia go na stronę stronnictwa, w którym prym wiedli Czartoryscy z Poniatowskimi. Młodziutka panienka wpływu żadnego wywrzeć nie potrafiła, co za złe jej miała cała Familia. Pan mąż już po czterech latach znalazł ukojenie w ramionach bardziej doświadczonej damy, natomiast pani na pociechę zostało urządzanie rozkosznego pałacu w Białymstoku, w pełni zasługującego na chlubny tytuł Wersalu Podlasia. Mało tego, że nie przeciągnęła pana męża na stronę Familii, to jeszcze została przy nim, kiedy próbował konkurować z jej ulubionym młodszym braciszkiem Stasiem w wyścigu do korony królewskiej.

Skandalu zatem w rodzinie hetmańskiej nie było, ale pan mąż okazał czarną niewdzięczność, zakazując Izabeli po swojej śmierci wychodzić ponownie za mąż, pod karą utraty praw dożywotniego użytkowania dóbr rodowych (które i tak po jej śmierci mieli odziedziczyć Potoccy). Branicki zszedł szczęśliwie z tego padołu w 1771 r., Izabela wywiozła go do krypty rodzinnej w Krakowie, a sama zajęła się wdowim życiem w Białymstoku. Wdowim tylko publicznie, bo potajemnie wzięła ślub z jednym z największych amantów Rzeczypospolitej, Andrzejem Mokronowskim, z którym przeżyła parę w miarę szczęśliwych lat, zanim padł rażony apopleksją w Łazienkach warszawskich, niemal u stóp Stanisława Augusta. Izabela, jak na wielką damę o dobrym guście i światowych manierach przystało, nadal zajmowała się rozwojem kultury w swych dobrach, choć wielkimi krokami nadchodziły czasy wszelakiego upadku. Wkrótce Polskę dotknęły zabory, ukochany brat Izabeli musiał abdykować i wyjechać z kraju, co prawdopodobnie przyspieszyło jego śmierć. Okręg białostocki dostał się pod panowanie pruskie, a dochody z dóbr hetmańskich spadły tak drastycznie, że Izabela była zmuszona sprzedać pałac białostocki Prusakom. I to jeszcze nie koniec nieszczęść, które ją dotknęły, bo tuż przed jej śmiercią dobra podlaskie jeszcze raz zmieniły przynależność państwową, dostając się pod panowanie Rosjan. Zmarła w 1808 r., nie pozostawiając wprawdzie potomstwa, ale zostawiając wiele dobrych dzieł w postaci szkół, organizacji dobroczynnych oraz ze smakiem urządzonych rezydencji, pełnych wysokiej klasy dzieł sztuki wykonanych przez artystów, którym patronowała całe życie.
Pałac w Białymstoku, fot. ALCzyż nie jest to doskonały materiał na scenariusz filmowy? Zadziwiające jest zatem, dlaczego dotąd nikt nie napisał jej biografii? Istnieje wprawdzie biogram w PSB*, ale napisał go potworny Konopczyński, a to gorzej niż by go w ogóle nie było... Nie istnieje też w Białymstoku żadna ulica jej imienia, a szkoła, którą założyła, nosi obecnie imię ks. Jabłonowskiej... Brak szczęścia ciągnie się za Izabelą również po śmierci...
A we mnie po raz kolejny zrodziło się pytanie: co robią polscy scenarzyści?!
PS Portrety Izabeli i króla Stasia, które ilustrują tę historię, w oryginale znajdują się w zbiorach Muzeum Narodowego w Krakowie.
* Informacja dla ludzi normalnych: PSB czyli Polski Słownik Biograficzny, takie polskie Who is Who przez wieki...