Pokazywanie postów oznaczonych etykietą etyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą etyka. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 maja 2010

La malvada bruja


Tak, to ja. Wasza prywatna wredna wiedźma. Taką opinię mam wśród palaczy (chyba nie tylko wśród nich), którym podobno chcę ograniczyć swobody obywatelskie. Nie znoszę smrodu papierosów, a na dodatek nie zgadzam się na trucie mnie w imię fałszywie pojętej wolności! Argumenty racjonalne nie trafiają do większości mózgów zatrutych nikotyną, dlatego trzeba spróbować inaczej. Każda zatem forma inteligentnej walki z paleniem (z paleniem, nie z palaczami!) spotyka się z mym szczerym aplauzem i klaskaniem uszami. Oczami też. Oto trzy próbki inteligencji:

Plakat z Zamościa (fot. AL)

Dizajnerskie opakowanie ze strony lovelypackage.com (via Doro ;) )

Palarnia (zwróć uwagę na sufit: samobójcy mogą już liczyć na katolicki pogrzeb);
znalezione u Doro

PS: A tytuł posta: la malvada bruja czyli wredna wiedźma, jest oczywistą formą samochwalenia się, jak dużo już umiem po hiszpańsku :)

poniedziałek, 18 stycznia 2010

Błoto...


Pewien dominikanin powiedział kiedyś wiekopomne słowa: „Chrześcijaństwo to wspaniała sprawa, gdyby tylko nie ci cholerni bliźni...” Cóż, trudno nie zgodzić się z tą nieco przewrotną myślą, zwłaszcza dzisiaj. Od rana czytam maile pełne wzajemnych pretensji, pisane przez ludzi, których połączyło wspólne, szlachetne hobby... Początkowo merytoryczna dyskusja przerodziła się w spektakl zapasów w błocie. A wszystko przez zasadę: „moje jest najmojsze!”

Dodatkowo z Michaelburga dobiegają do Muzeodajni bardzo podobne fluidy, podbite jeszcze sprawami przełożeństwa i finansów. Kolejne pacynki błota...

Podobno trzeba się zdystansować. Podobno nie wolno dać się wciągnąć w konflikty, odwrócić się plecami i nakryć szklanym kloszem. Pewnie tak. Tylko przy okazji trzeba wytłuc lustra, żeby nie patrzyć sobie w oczy...

czwartek, 17 grudnia 2009

Zagrożone biblioteki


Dziś dotarł do mnie list z wydawnictwa Runa, stworzony przez pisarza Tomasza Piątka, w odpowiedzi na pomysły ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego dotyczące m.in. publicznych bibliotek w małych miejscowościach. Pozwalam sobie zamieścić ten list w całości, bo nie ma czasu do stracenia.

Panie Premierze,

My niżej podpisani - pisarze, tłumacze, redaktorzy, wydawcy, bibliotekarze i czytelnicy - protestujemy przeciwko planowanym zmianom w prawie pozwalającym na likwidację bibliotek w małych miejscowościach. Pan Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Bogdan Zdrojewski twierdzi, że chodzi tu o łączenie niedochodowych bibliotek z innymi niedochodowymi instytucjami kulturalnymi, co ma obniżyć koszty ich utrzymywania. Kryterium dochodowości placówki kulturalnej, jaką jest biblioteka, użyte przez ministra kultury zdumiewa i wysoce niepokoi. Podzielamy obawy polskich bibliotekarzy, którzy słusznie widzą w tym zamysł likwidacji bibliotek.

Znamy dobrze polską rzeczywistość. Jeździmy po polskiej prowincji, do małych miejscowości i jeszcze istniejących małych bibliotek, jedynych w promieniu wielu kilometrów ośrodków kultury. Polski pisarz często nie ma innego sposobu dotarcia do czytelników. Zważywszy na niski poziom oferty kulturalnej mediów, w tym mediów publicznych, dla czytelników to jedyny żywy kontakt z autorami.To małe biblioteki są oazami, w których przetrwała sztuka czytania i sztuka rozmowy o książce. Biblioteki nie są - wbrew mniemaniu polskiej klasy politycznej - reliktem odchodzącego świata, o czym świadczy ich rola w Europie Zachodniej, gdzie liczba wypożyczeń z roku na rok rośnie.

Publicznie anonsowany przez ministra Zdrojewskiego zamiar przetworzenia bibliotek w „centra innowacyjności i kreatywności” okazuje się politycznym pustosłowiem. W roku 2009 w ramach programu mecenatu kulturalnego państwo przeznaczyło na biblioteki 2 miliony złotych. Czystą fikcją staje się program Biblioteka+, który do tej pory nie ma ani budżetu, ani harmonogramu wprowadzania w życie.Ten sam minister ogranicza wydatki na finansowanie bibliotek z budżetu ministerstwa w 2010 roku z założonych 40 milionów złotych do 10 milionów.

Panie Premierze, dwadzieścia lat temu byliśmy dwa razy biedniejsi, a stać nas było na biblioteki. Przez te dwadzieścia lat kraj bogacił się o kilka procent PKB rocznie.Teraz przy postępującym spadku czytelnictwa i groźbie funkcjonalnego analfabetyzmu okazuje się, że Polski nie stać ani na program walki z tymi zjawiskami, ani na utrzymanie bibliotek. Przez dwadzieścia lat wyeliminowaliśmy z programów szkolnych edukację kulturalną, zamykaliśmy czytelnie publiczne i nie uzupełnialiśmy dostatecznie zbiorów bibliotek. Polski nie stać na pełnienie roli niewyedukowanego pariasa Europy, Polaków na bycie narodem barbarzyńców. Wzywamy Pana, Panie Premierze, do działań, które zaświadczą, że podziela Pan nasze zdanie. Wzywamy do poszanowania Konstytucji RP, gwarantującej obywatelom dostęp do kultury.

Sami nie będziemy stać bezczynnie. Powołujemy Obywatelskie Forum Dostępu do Książki - forum dla wszystkich, którzy chcą uczestniczyć w walce ze spadkiem czytelnictwa, w pracach nad uzdrowieniem rynku książki i odrodzeniem bibliotek w Polsce. Do udziału w tym przedsięwzięciu zapraszamy wszystkich ludzi książki i czytelników.

Jeśli ktoś chciałby podpisać się pod tym listem, niech pisze do autora: kontakt (at) tomaszpiatek.pl lub step-1 (at) o2.pl


sobota, 7 marca 2009

Reklama w służbie etyki


No tak. Misteria Paschalia czyli wielki festiwal muzyki dawnej w Krakowie, z gwiazdami wielkiego kalibru, zbliża się wielkimi krokami. Na mieście już od paru tygodni wiszą plakaty, bilbordy i inne nośniki profesjonalnej reklamy, które zachęcają, kuszą i przyciągają szerokie rzesze miłośników na poszczególne koncerty. I to właściwie nic złego, również wszystkim polecam wybranie się na któryś z koncertów. Tylko że na koncert, który ja sobie upatrzyłam, biletów oczywiście już nie ma! >.<

A chciałam pójść oczywiście na kolejny wielki projekt Jordiego Savalla, którego tematem jest Jerozolima. „Do współpracy przy Jérusalem Katalończyk zaprosił muzyków różnych wyznań, religii i praktyk wykonawczych. Efekt niezwykły, ukazujący Jerozolimę jako miasto boskie, niebiańskie, ludzkie, ziemskie...” – tyle o koncercie mówią materiały promocyjne. Pod batutą Savalla wystąpią: Les Trompettes de Jéricho, La Capella Reial de Catalunya i oczywiście Hespèrion XXI. Wśród solistów zaś Montserrat Figueras, a także muzycy z Izraela, Armenii, Grecji, Iraku i Maroka. Jednym słowem – uczta dla duszy...
Jordi Savall podczas
ubiegłorocznego koncertu
Lachrimae Caravaggio


I tu wypływa na wierzch etyczny aspekt braku biletów. Otóż koncert odbędzie się 7 kwietnia o godzinie 20.00. A w tym samym dniu próba OPscholi ma trwać do 21.00. Zatem spragnieni wysłuchania najnowszej produkcji Savalla słuchacze rozwiązali za mnie dylemat etyczny: zwiać czy nie zwiać z zapowiedzianej próby akustycznej? Wszystkim szczęśliwym posiadaczom biletów na wtorkowy koncert do opery serdecznie dziękuję w imieniu własnego sumienia :)

środa, 12 listopada 2008

Ciekawostki ze świata



Niezawodna eksploratorka światowej przestrzeni cybernetycznej, Ella W., podesłała mi dziś ciekawą notkę prasową o wystawie po drugiej stronie Bałtyku. Cóż, problem kradzieży dzieł sztuki i przedmiotów symbolicznych dla danej społeczności, jest tak stary jak najstarsza ziemska cywilizacja. Jednak chyba po raz pierwszy ktoś postanowił stworzyć wystawę z kradzionych przedmiotów, nie kryjąc się z tym, że są one zrabowane...












Wenus z Milo (Luwr), Kamień z Rosetty (Londyn), Copernicana (Uppsala)


Bo trzeba przyznać, że galerie złodziejskich łupów mają się na świecie całkiem nieźle. Weźmy na przykład paryskie muzeum starożytności w Luwrze lub znaczną część British Museum: najsłynniejsze kolekcje zbudowane zostały z przedmiotów zdobytych w wyniku działań wojennych na terytoriach "wroga". Owszem, nazywało się to ratowaniem kultury starożytnej dla przyszłych pokoleń, zwłaszcza że bardzo często ówcześni właściciele dzieł nie bardzo się nimi przejmowali, ale fakt pozostaje faktem: są to jedne z największych na świecie kolekcji zrabowanych obiektów muzealnych.


Ale nie ma tutaj prostych odpowiedzi, czy było to barbarzyństwo, czy też raczej akcja ratunkowa. Dzięki "rabusiom z tytułami profesorskimi" wiele z tych zabytków przetrwało do naszych czasów, a dzięki wywiezieniu ich z terenów działań wojennych naukowcy mogli w spokoju pracować nad odkrywaniem ich tajemnic, a co za tym idzie, nad rozwojem naszej wiedzy o zapomnianych cywilizacjach. Gdyby nie ta "kradzież", wiele cennych dokumentów przeszłości zninęłoby z powierzchni ziemi... Czasem żałuję, że zbiory Biblioteki Narodowej w Warszawie nie stanowiły dla Niemców większej wartości, tak, aby opłacało się je wywieźć z Polski zamiast palić...


I ostatnia sprawa: czy zatem teraz powinna nastąpić wielka akcja rewindykacji? Czy zbiory egipskie powinny trafić do Kairu, a greckie do Aten? Czy zrabowane przez Szwedów archiwalia kopernikańskie powinny wrócić do Polski? A co ze słynną Berlinką przechowywaną w Bibliotece Jagiellońskiej (z której to kolekcji nuty słynnych kompozytorów były już kilkakrotnie pokazywane na wystawach)? Tutaj też nie ma prostych odpowiedzi... Póki co zachęcam wszystkich do podróżowania (bo to rozwija horyzonty), a przy okazji do odwiedzania skarbnic kultury jakimi są muzea, choćby opierały się na dawnych zbrodniach ;)