sobota, 3 stycznia 2009

Śnieżny spokój


Jakoś tak spokojnie upływa mi początek nowego roku. Na polu spadł śnieg, przez co nie słychać stukania obcasów po chodniku (administracja szczęśliwie jeszcze się nie obudziła, żeby radośnie i szczodrze sypnąć solą), autobusy jeżdżą, jakby ciągle była sobota, a krakowianom brakło wreszcie pieniędzy na kolejne fajerwerki ;)

W Muzeodajni też spokój, bo Wszechwładny zarządził wolny piątek w zamian za którąś sobotę. Oczywiście nie dla wszystkich, stąd siedzę sobie w cieplutkiej kanciapce i, delikatnie rzecz ujmując, sprawiam wrażenie :) A ponieważ nie ma kto dzwonić (skoro Michaelburg zamknięty), więc wrażenie ciszy jeszcze się potęguje. Wprawdzie najeżdżają nas od wczoraj hordy Wikingów (i cóż, że ze Szwecji), spragnione widać czegoś innego, niż galicyjski grzaniec i kiełbaska z rusztu, ale załoga Muzeodajni działa jak szwajcarski zegarek, więc mogę ich nawet nie zauważać ;)

Cóż, trzeba wykorzystać te ostatnie chwile spokoju. Następne dopiero podczas wakacyjnego zastoju. Ale myśl o lecie, kiedy za oknem -10 stopni, wydaje się już zbyt perwersyjna...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz