środa, 7 stycznia 2009

Opowieści niesamowite


Na polu mróz, wczoraj słupek rtęci spadł na moim parterze do minus 20 stopni... Za to w domu cieplutko, kaloryfery (odpukać) grzeją aż miło, do tego stopnia, że choinka już całkiem obeschła ;) Ale dziś okazało się, że są i inne skutki tej różnicy temperatur. Wstaję sobie spokojnie rano z łóżka, a tu na środku ściany, dzielącej mój pokój od klatki schodowej, widnieje wielka, mokra plama... I do tego lodowata... Zjawisko intrygujące niezmiernie, jako że żadna rura tamtędy nie biegnie, sąsiedzi też mnie tak wybiórczo nie mogli zalać, więc o co tu chodzi?! Ściągnięta na miejsce ekipa techniczna w postaci dwóch niezwykle uprzejmych młodzieńców (pojawili się po 15 minutach od odebrania zgłoszenia przez równie niezwykle uprzejmego dyżurnego), po pierwszym szoku, spowodowanym niezwykłością zjawiska, zaczęła węszyć po klatce. I co się okazało? Że winę za plamę ponosi... wywietrznik, tkwiący w ścianie bloku na zewnątrz, który przepuszcza arktyczne powietrze w pobliże mojej rozgrzanej ściany (na co powietrze reaguje skraplaniem się ;) ). Panowie tymczasowo zakryli dziurę tekturą i plama zaczęła wysychać (przynajmniej mam taką nadzieję, bo opuściłam pielesze domowe spóźniona ledwie godzinkę ;) ). Dalsze działania zależą od odpowiedzi: co wentyluje ten dziwny wywietrznik tkwiący w ślepej ścianie?! Ot, kryminalne zagadki Azorri :)

Dziś w ogóle dziwny dzień, bo Muzeodajnia zamyka się wcześniej, a załoga udaje się do Michaelburga na doroczną fetę z przekąskami i obowiązkowym wysłuchaniem programu muzycznego... Cóż, jakoś trzeba będzie przetrwać :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz