piątek, 20 listopada 2009
Moja prawa stopa
Przeglądając dziś aktualności na polskich stronach jakubowych, trafiłam na nieznaną mi jeszcze stronę bractwa jakubowego ze Szczyrku. I ku wielkiemu memu zdziwieniu (a, jak wiadomo, dziwienie się jest immanentną cechą ludzi inteligentnych ;) ) znalazłam w nagłówku tej strony moją prawą stopę! A dokładniej mój prawy but, zwany przeze mnie hiszpańskim trzewikiem, który dziarsko depcze bruk obok spiżowej muszli na szlaku jakubowym w Burgos. Oj, nacierpiałam się ja przez te butki na camino, a tu taka ich nobilitacja :) Niemniej zdecydowanie wprawiło mnie to w doskonały humor na resztę dzisiejszego dnia: nie dość, że „cytują” mnie na stronach internetowych jak klasyka, to jeszcze przekonałam się, że ktoś czasem zagląda na nasze galerie podróżniczych zdjęć. Jak to mało człowiekowi do szczęścia potrzeba :)
czwartek, 19 listopada 2009
Przyjemność
Myślałam właśnie, ile przyjemności może człowiekowi sprawić widok przystojnego faceta, choćby tylko na zdjęciu w gazecie :) Więc pomińmy dalszy komentarz (i nieudolne parafrazowanie słynnej pisarki), niech fakty świadczą same za siebie.
A Eli za podesłanie tego wywiadu bardzo dziękuję :*
środa, 18 listopada 2009
Jesienna nowalijka

A ze spotkania wyszłam z prezentem, czyli jeszcze cieplutką i pachnącą farbą drukarską książeczką-pamiętnikiem ks. Andrzeja, napisaną piękną polszczyzną, a zarazem bardzo przystępnie. To zdecydowanie najnowsza książka o camino, a pierwsza zawierająca wspomnienia z polskich dróg. Taka niespodziewana nowość jesienna :) Połowę już przeczytałam, ba, połknęłam niemal! Jeśli ktoś zechce przeczytać, to niech w najbliższym czasie poszuka jej w dobrych księgarniach. Ewentualnie uśmiechnie się do mnie i ustawi w kolejce :)
poniedziałek, 9 listopada 2009
Powrót na Drogi
Minione trzy dni spędziłam w zacnym towarzystwie caminowiczów różnej maści, wieku i pochodzenia (a z chodzeniem to oni mają wiele wspólnego), albowiem przebywałam na uroczym spotkaniu przyszłych członków ponadregionalnego stowarzyszenia Przyjaciele Dróg Świętego Jakuba w Polsce. Brzmi oficjalnie. A tymczasem wszystko zaczęło się we dworze na Wichrowym Wzgórzu, w Przybysławicach koło Klimontowa, gdzie serdecznie i z prawdziwą polską gościnnością podejmował nas gospodarz-poeta Jarek Paczkowski. Nie ma się zatem co dziwić, że nocne rodaków rozmowy salonowe z towarzyszeniem gitary i innych (płynnych) doskonałości przeciągnęły się do późnej nocy. Atmosfera tego miejsca jest niezwykła, nie tylko ze względu na otaczające człowieka krajobrazy, ale przede wszystkim ze względu na gospodarza. To człowiek przez duże Cz. Radzę przekonac sie o tym osobiście (służę namiarami).

Nastepnego dnia ruszyliśmy drogą jakubową pod prąd, w przeciwną stronę niż wskazywały strzałki, do Sandomierza. Trzydzieści kilometrów przez jabłkowe sady wśród mgieł sandomierszczyzny, w radośnie mlaskającym błotku, pokrzepiani ognistymi rozmowami oraz gorącą herbatą i kalorycznymi drożdżówkami i oponkami w remizie w Świątnikach.

A wieczorem, w Sandomierzu, powitani uroczyście na mszy u św. Jakuba, kontynuowaliśmy rozpoczęte dyskusje, w trochę bardziej oficjalnej formie, aby znów zakończyć grubo po północy. Pielgrzym musi mieć jednak mocne zdrowie :) Niedziela natomiast należała już całkowicie do Sandomierza. Najpierw po dominikańskim obejściu św. Jakuba oprowadzał nas brat Krzyś, a później na wycieczkę po grodzie ojca Mateusza zabrał nas Marek (jak widać równiez zdolny fotoreporter), pokazując nam sandomierskie zakamarki naziemne, podziemne i ponadziemne. Całość została zakończona w przyrynkowej Garkuchni pysznymi pierogami w różnych odmianach. A po wyjściu zaczął padać gęsty deszcz, który towarzyszył nam do samego Krakowa i jakoś do tej pory nie rezygnuje z namaczania...
Uściski dla wszystkich uczestników, a dla Kasi szczególne, za całokształt. I do zobaczenia w Suwałkach!
wtorek, 3 listopada 2009
Czas odmierzany Savallem
Minęło dopiero pół roku od niezapomnianego wykonania Jerusalem w czasie festiwalu Misteria Paschalia, a tu kolejny krakowski festiwal, przygotowany przez Krakowskie Biuro Festiwalowe. Po raz pierwszy ruszył wczoraj Międzynarodowy Festiwal Literatury im. Josepha Conrada, powiązany z rozpoczynającymi się w czwartek Targami Książki. I od razu ruszył z przytupem, bo jako inaugurację wybrano Tous les matins du monde, koncert dedykowany autorowi Wszystkich poranków świata, Pascalowi Quignardowi. W magicznie oświetlonym (choć chłodnym) wnętrzu kościoła św. Katarzyny rozbrzmiewały wczoraj boskie dźwięki siedemnastowiecznej violi da gamba, na której wirtuozowsko grał mistrz Jordi Savall.

Poszczególne utwory przeplatane były fragmentami opowieści o panu de Saint Colombe, gambiście, i panu Marin Marais, pragnącym zgłębić tajniki gry na violi, odczytywane z pasją przez Krzysztofa Globisza. Przez chwilę mieliśmy możliwość przenieść się w czasie do XVII wieku, wystarczyło zamknąć oczy lub zapatrzyć się w niknące w ciemności sklepienie...
niedziela, 1 listopada 2009
A w Krakowie...
Subskrybuj:
Posty (Atom)