wtorek, 16 sierpnia 2011

Klaustrofilia


Na fali ostatnich postów Szymona zwanego Wiercipiętą oraz przeżyć towarzyszących minionej właśnie słonecznej „nocy” Cracovia Sacra, postanowiłam zainteresować Państwa miejscem wewnątrz krużganków czyli tak zwanym wirydarzem.
Odblask Raju wylewający się z wirydarza na krużganki
(klasztor Franciszkanów w Krakowie)

Zgodnie z definicją architektoniczną, jest to wewnętrzny ogród klasztorny, otoczony krużgankami, na którego środku najczęściej znajduje się źródło, studnia lub fontanna. To miejsce ciszy, która ma sprzyjać kontemplacji i całkiem prozaicznemu odpoczynkowi od zgiełku. Zakonnikom ma sprzyjać, bo jest to jednak miejsce wewnętrzne klasztoru. Tyle teoria, a jak jest w praktyce?

Maleńki wirydarz pustelni Santa Cova na Montserrat niedaleko Barcelony.
Oaza ciszy otoczona krużgankami ze studnią pośrodku.

W krajach o klimacie przyjaznym człowiekowi krużganki niemal całkowicie otwierały się na wirydarz, tworząc arkadową galerię obiegającą ogród, w której można się było schronić przed nadmiernym słońcem lub z rzadka padającym deszczem. Spacerując po krużgankach można było w każdej chwili wejść do raju, jakim jawił się zielony wirydarz ze „źródłem wody żywej wytryskującym w jego wnętrzu”. Przeniesienie tej zasady w naszą strefę klimatyczną okazało się jednak pomysłem chybionym...

Krużganki katedry w Kamieniu Pomorskim - polskie lato AD 2007

Dlatego też przy naszych klasztorach najczęściej spotkać można krużganki odgrodzone od wirydarza wysokimi, przeszklonymi oknami, z witrażami lub bez, ale przeważnie nieprzejrzystymi szybkami. Tym sposobem wirydarz stał się miejscem najbardziej wewnętrznym (nie licząc cel zakonnych), w którym zakonnicy w ciszy mogli oddawać się kontemplacji. I tak zostało do dziś, co jest o tyle istotne, że krużganki coraz bardziej zamieniają się po prostu w ciągi komunikacyjne, dostępne już nie tylko zakonnikom, ale i świeckim. A w klasztorze takie claustrum jest przecież koniecznością.

Wirydarz klasztoru Franciszkanów w Krakowie podczas nocy Cracovia Sacra :)

Jak działa takie miejsce ciszy można się było przekonać w ostatnich dniach w Krakowie, podczas tak zwanej „nocy kościołów” (jednej z 5 nocy krakowskich), która jest o tyle specyficzna, że odbywa się główne w dzień, a nawet w dwa dni. Zachęcająco otwarte drzwi, prowadzące z franciszkańskich krużganków na zalany słońcem wirydarz, wciągnęły nas w tę przestrzeń jakby z innego świata. Owszem, słychać tu było toczącą się w kościele liturgię, ale dźwięki przefiltrowane przez grube mury dochodziły przytłumione, zaś dźwięków miasta w ogóle nie było słychać, choć tuż obok klasztoru biegną tory tramwajowe.

Św. Franciszek ze zwierzątkami

Natomiast pośrodku zadbanego ogrodu funkcję fontanny, czy też w tym przypadku bardziej źródła życia zakonnego, pełniła postać świętego Franciszka, radośnie śpiewającego swoją Pieśń słoneczną wraz z ptaszkami i marcowym zającem. Tym razem żadnego z zakonników nie spotkaliśmy, widocznie szukali ciszy gdzie indziej, ale na pewno jest to jedno z ulubionych miejsc w klasztorze. Cóż, jak się ma taki ogród, to łatwo zachorować na klaustrofilię :)

Zaglądnijcie zatem, jeśli tylko macie okazję do któregoś z rajskich orgodów na ziemi. Warto czasem poczuć przedsmak Raju...

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Klawiszowstręt


Pewien wiercipięta wytknął mi ostatnio (no, trochę dawniej niż ostatnio), że przydałoby się coś nowego na blogu napisać. Cóż, ma człowiek rację. Ale ponieważ moja zawodowa praca składała się w minionych tygodniach głównie z siedzenia przed monitorem i stukania w klawisze (komputerowe oczywiście), więc jakoś blogomuza nie chciała mnie nawiedzić. Za to dziś oficjalnie zakończyłam zmagania, aby odpowiednie dać rzeczy słowo i mogę obecnie nawet i Muzy (przez duże M) posłuchać...

 Dominik i Pies czyli Święty z Atrybutem ;)

Ale dziś jeszcze sobie poświętuję z całą dominikańską rodziną :) I w ramach prezentu proponuję sekwencję ku czci św. Dominika odśpiewaną dokładnie siedem lat temu podczas pamiętnej Kapituły Generalnej w Krakowie. Internet to jednakowoż fantastyczny wynalazek! :)

Współczesna wersja dominikanina z atrybutem ;)

wtorek, 14 czerwca 2011

Post poniekąd antynarzekajny


Oto do jakich mutacji może prowadzić praca w Muzeodajni. To się po prostu w głowie nie mieści!


Nocne życie Krakowa


Dawno nie marudziłam, więc najwyższy czas to nadrobić. Od jakiegoś czasu zastanawiam się nad fenomenem projektu Krakowskich Nocy. Co też ludzi ściąga nocą do placówek, które przecież dostępne są na co dzień, a niektóre w ogóle ze swej istoty działają późną porą?

Za nami już Noc Muzeów, podczas której w mało komfortowych warunkach tłumy ludzi przebiegają sale muzealne (a raczej przeciskają się przez spory tłoczek), które w warunkach normalnych raczej świecą pustkami. Fakt, w niektórych miejscach przygotowuje się "program specjalny", ale przeglądając ulotkę trudno trafić na jakieś fajerwerki, raczej są to corocznie powtarzane "iwenty", które przeważnie przeszkadzają w normalnym zwiedzaniu wystawy. A zatem Noc Muzeów jest dla osób, które od tych instytucji oczekują czegoś więcej niż wystawy, w nocnym anturażu i to za darmo.

Idźmy dalej. W najbliższy łikend czeka nas Noc Teatrów (spokojnie, zdobycie darmowych wejściówek jest już praktycznie niemożliwe). I znów w większości przypadków są to spektakle, które w krakowskich teatrach można zobaczyć w trybie normalnym, o ile dorwie się bilety, które jednak są nieco bardziej dostępne niż wejściówki na najbliższą noc (i sporo droższe). Dla kogo zatem Noc Teatrów? Czy tylko dla oszczędnych? I to takich, którzy nie pracują, bo wejściówki są dostępne we wtorek od godziny 9.00 i rozchodzą się praktycznie w ciągu dwóch godzin.

Poza tym cyklem Krakowskich Nocy, ale też nocą, można było ostatnio zwiedzać wszystkie krakowskie synagogi. I tu mam więcej zrozumienia, ponieważ na co dzień kilka z tych obiektów jest trudno dostępnych, zatem jest to okazja aby nadrobić zaległości w zwiedzaniu. Tylko cały efekt może popsuć rycząca ponad wszelkie dopuszczalne normy poziomu decybeli muzyka, która do sakralnego bądź co bądź wnętrza pasuje jak pięść do nosa... Może szczególnym bodźcem do zwiedzania synagog była możliwość wygrania nagrody za zebranie pieczątek niemal ze wszystkich miejsc udostępnionych tej nocy? Nie wiem, wydawało mi się, że osób polujących jedynie na pieczątki, nie zainteresowanych zwiedzaniem wnętrza, było niewiele. Więc może jednak świeżość tego pomysłu przeważyła nad korzyściami materialnymi.

Przed nami jeszcze Noc Jazzu, Noc Sakralna i Noc Poezji, a każda przyciąga rzesze wyznawców. A mnie wciąż nie daje spokoju pytanie - dlaczego tylko nocą?

Na zdjęciu koncert w synagodze Tempel, nieco mniej ryczący (ale tylko nieco) niż ten, który miał miejsce w Starej Bożnicy

poniedziałek, 9 maja 2011

Spacerkiem po mieście


Wprawdzie aura raczej zniechęcała do spacerów, kiedy tylko trafił się jakiś wolny dzień (a ostatnio mieliśmy ich przecież sporo), ale trudno tak wysiedzieć w domu, kiedy wokół tyle powodów do radości. A oto kilka upolowanych momentów:

Wystawa na Rynku: Jan Paweł II. Album rodzinny z aktualną polityką w tle 

A tuż obok wejścia do znanej krakowskiej księgarni ktoś zaprezentował swoje poglądy polityczne o wiele skromniej niż zwolennicy najsłynniejszego komika wśród polityków. Cóż, banery na Rynku są raczej drogie

Wystawa (miejmy nadzieję czasowa): Wszystkie papieże rektora.
Na zdjęciu dzieło pt. Papież, któremu wypadł dysk lub też Zwolennicy teorii płaskiej Ziemi w ofensywie

A oto sposób na zabicie pamięci: papież na każdym słupie, papież na każdej latarni... Boję się otworzyć lodówkę!

To tyle na dziś doniesień z najpiękniejszego z miast. Mimo wszystko spacery to bardzo przyjemna i edukacyjna forma spędzania czasu. O czym przekonuje Państwa pies, który jeździ MPK! 

Było super!