Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kościół. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kościół. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 lutego 2013

Boże znaki


Benedictus... „którego posłannictwo Bóg potwierdził wam niezwykłymi czynami, cudami i znakami...” (Dz 2,22)

Tęcza nad Birkenau

czwartek, 9 grudnia 2010

Contemplata aliis tradere...


Dominikańskie zawołanie z powyższego tytułu (przekazywać innym to, co odkryliśmy dzięki kontemplacji) ma swoje rozszerzenie: wszędzie, wszystkim i na wszystkie sposoby. A ponieważ społeczeństwo w dużej mierze przeniosło się do internetu, skoro fejzbuk jest jednym z największych państw świata pod względem ludności, to głoszenie też trzeba przystosować do istniejących warunków. Dlatego nasi bracia kaznodzieje rzucili się w głębiny Sieci i zamiast głosić rekolekcje w kościele, wrzucają rekolekcje w wirtualność. I choć w powyższym zdaniu czai się wyrzut (bo jednak nie całe życie toczy się wirtualnie i bywają jeszcze ludzie, którzy nawet komputera nie mają, o internecie nie wspomnę...), to jednak warto takie rekolekcje sobie zafundować. Korzyści z tego wszelakie: nie trzeba wychodzić z domu w paskudną pogodę, nie trzeba mieszkać w strefie bezpośrednich wpływów dominikańskich, można się włączyć w dowolnej porze dnia lub nocy, wielokrotnie wracać do usłyszanych treści, a wszystko to zabiera dziennie jakieś dwie minuty. I do tego podane ludzkim językiem, bez „umiłowanych w Chrystusie sióstr i braci” oraz „drogich słuchaczy Słowa Bożego”. Krótko, jasno i na temat. I choć akurat tego brata wolę czytać niż słuchać, to i tak serdecznie polecam, bo mądrze gada! :) Przestrzegam tylko przed czytaniem komentarzy poniżej nagrania, bo włącza się w człowieku odruch fizjologiczny...

A jeśli ktoś nie ma w sobie na tyle heroizmu, żeby zrywać się przed świtem i gnać na Roraty, to na odpowiedniej stronie znajdzie nagrania pod wiele mówiącym tytułem: Roraty dla tych, co zaspali. Wprawdzie to tylko kazania, ale zawsze coś ;)



czwartek, 21 października 2010

Smutno...


Nie będzie o wynikach konkursu chopinowskiego, proszę się nie obawiać. Będzie smutniej. Oto fotka, którą znalazłam na stronie Kasi:


Jedyny komentarz, który przychodzi mi do głowy: „Jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie” (Łk 13,5).

czwartek, 9 kwietnia 2009

Świątecznie


I doczekaliśmy się. Wieczorem zaczynamy Święta! Nadchodzi czas, który nie sprzyja siedzeniu w sieci ;) Zatem już teraz wszystkim życzę dobrego przeżywania czasu świątecznego i radości ze zmartwychwstania!

A wszystkim wyświęconym życzenia wszelkiego dobra z okazji dzisiejszego kapłańskiego święta :)

PS A po świętach obiecuję notkę z uczty duchowej, czyli z wtorkowego koncertu Savalla, na którym dzięki dobrej wróżce Agnieszce z Biura Festiwalowego jednak byłam :) I do tego bez wyrzutów sumienia, bo OPbracia przenieśli próbę na środę :)

środa, 25 lutego 2009

Dzień w fioletach


No i koniec karnawału. Od dziś będzie więcej czasu na przyhamowanie tempa życia i nieco głębsze zastanowienie się nad samym sobą. Przynajmniej w teorii jest tego czasu dużo. Zawsze w Popielec wydaje mi się, że 40 dni to niemal bezkresny ocean czasu, a potem jakoś tak cichcem-chyłkiem i do tego błyskawicznie przychodzi Wielki Tydzień. I z roku na rok te sześć tygodni wydaje się kurczyć niemal do mgnienia oka. Ot, taka to względność czasu.

Moim (bardzo skromnym) zdaniem, taki fioletowo-popielny dzień, jak dzisiaj, dzień ścisłego postu (jeden z dwóch w ciągu całego roku), taki relikt przeszłości, bardzo tradycyjny i konserwatywny, przez co zupełnie nieatrakcyjny dla współczesnych ludzi, jest właśnie nam, współczesnym, do szczęścia potrzebny. Dzień poważny, i owszem, ale nie smętny. Takie mocne uderzenie, które wybija nas z codziennego rytmu.

A poza tym dzisiejszy dzień to taka brama do swoistego muzeum kultury, które jest tym bardziej niezwykłe, że wciąż żywe. To czas, kiedy w kościołach śpiewa się pieśni ze starych śpiewników, kiedy odżywają dawne misteria. Co ciekawe, te najstarsze pieśni i zapomniane już niemal misteria, najbardziej lubi młodzież. Jeśli ktoś nie wierzy, to niech się przejdzie w któryś z najbliższych piątków do krakowskiej bazyliki św. Trójcy, tak około godziny 20.00. W pięknej scenerii dominikańskich krużganków młodzi ludzie z duszpasterstwa szkół średnich co tydzień odgrywają średniowieczne Misterium Męki Pańskiej.


To taka wcześniejsza wersja znanej z naszych kościołów Drogi Krzyżowej, podczas której uczestnicy wędrują za krzyżem po różnych miejscach kościoła, a miejsce współczesnych rozważań, czytanych przy każdej stacji, zajmują dawne pieśni oraz śpiewana przez diakonów i kapłana Ewangelia, miejscami komentowana również poprzez użycie prostych rekwizytów. Jeśli dodamy do tego naturalne oświetlenie w postaci świec oraz brak mikrofonów, to otrzymujemy "produkt" zbliżony do słynnych przedstawień Scholi Teatru Węgajty. Podobny, ale jednak inny, bo tutaj w każdym momencie możesz przestać być jedynie widzem, a stać się jednym z uczestników misterium. Potrzeba tylko odrobiny otwartości na metafizykę.

czwartek, 20 listopada 2008

Jesienna nostalgia


Za oknem deszcz pluszcze niemiłosiernie, a do tego ulicami pędzą gnane wiatrem resztki liści... Ogólnie rzecz ujmując: nieprzyjemnie jest. Trzeba zatem jakoś sobie radzić z jesienną depresją. Jednym ze sposobów jest wspominanie chwil przyjemnych, zwłaszcza dziejących się w cieplejszych okolicznościach przyrody...

Naszło mnie zatem wspomnienie z ubiegłorocznych wakacji, z naszej (mojej i Siostry) Wielkopolskiej Drogi św. Jakuba. Dwie zmęczone całodniową wędrówką postaci ze sporymi plecakami, wlokące się asfaltową drogą z Dalewa, spostrzegają na horyzoncie wyniosłe wieże kościelne benedyktyńskiego klasztoru w Lubiniu. Wyglądało to mniej więcej tak:


Zbliżanie się do gościnnego klasztoru zwiastowały również spotkania z przejeżdżającymi obok nas benedyktynami, którzy koniecznie chcieli nas podwieźć, a my, paskudy, nie dałyśmy się przekonać. Cóż, pielgrzymi bywają trudnymi partnerami w rozmowie ;)

Już w bramie wita nas wielki znak jakubowej muszli, co dla caminowicza jednoznacznie oznacza "dobre miejsce". A to dopiero początek!

Przywitał nas uprzejmie brat, opiekun gości (który na "szczęść Boże" odpowiada "Bóg zapłać" ;) ), i zaprowadził na nocleg do... muzeum Mickiewicza, czyli pięknej sali, gdzie wśród pamiątek po domniemanym pobycie Wieszcza w tym miejscu, umieszczono trzy rozkładane łóżka dla strudzonych pielgrzymów. Wieczerza przy stylowym stole, choć składająca się z zupki chińskiej, smakowała odpowiednio do okoliczności. A potem jeszcze plątanie się po skrzypiących korytarzach klasztornych w kierunku łazienki, ukrytej za klasztorną pralnią - klimat prawdziwego camino! Żałuję teraz, że nie poszłyśmy na wspólną z braćmi kolację do refektarza, ale dotarłyśmy do celu odrobinę za późno... I gdyby nie to potworne zmęczenie, to na pewno śniłyby się nam trzynastozgłoskowe poematy o wspaniałościach Drogi.

A rano piękna w swej prostocie msza, na której znów poczułam się jak w domu, gdzie nikt nie dzielił uczestników na "nas" i "ich", Ciało i Krew Chrystusa były dla wszystkich, a nie tylko wybranych i bezczelnych, gdzie dla garstki wiernych chciało się powiedzieć komentarz do czytań... Spokojna pewność, że On Jest. Taki raj w ziemskim kościele...

W dalszą drogę wyruszyłyśmy z dodatkowym bagażem: doświadczeniem, że jest na świecie takie miejsce, gdzie można doświadczyć Kościoła z marzeń...

I jak tu nie tęsknić do letniego ciepła?