sobota, 2 czerwca 2012
Odrobinka ciepła
Zimno. Lato nie chce przyjść. Do Londynu za daleko, więc na jubileuszowe imprezy się nie załapię. A do tego wszystkiego jeszcze Euro w perspektywie... A dajcie mi wszyscy święty spokój. Nie wstaję!
wtorek, 1 maja 2012
Wspomnienia na upał
Za oknem pełnia lata, stąd pewnie naszły mnie wspomnienia ubiegłorocznej wyprawy węgiersko-wiedeńskiej. Aż trudno uwierzyć, ale za chwilę minie rok od naszej peregrynacji szlakiem winno-termalnym, a tutaj w Muzeodajni, w gabinecie podróżniczo-ikonograficznym ciągle brak ilustrowanego pamiętnika z podróży. Śpieszę zatem nadrobić to zaniedbanie, zwłaszcza że majówka dopiero co się zaczęła, więc jest jeszcze czas na podjęcie szybkiej i słusznej decyzji o wyjeździe w krainę winem i wodą termalną płynącą. Tak właściwie, to jest to tuż za miedzą, jeśli patrzyć z perspektywy Polski południowo-wschodniej, a zatem nie trzeba wielkich przygotowań i wielogodzinnej jazdy.
To tylko kilka sugestii co do miejsc wartych zobaczenia. Jest tych miejsc na pewno o wiele więcej, ale za wymienione mogę ręczyć, bo smakowałam je z rozkoszą. Dlatego kierunek węgierski polecam wszystkim gorąco, wiedeński nieco chłodniej :)
piątek, 27 kwietnia 2012
Jak zostać artystą
Internet to niezgłębione morze zaskakujących informacji. Ja na przykład dowiedziałam się, całkiem przypadkiem, że jestem artystą wykonawcą utworów muzycznych i znajduję się na liście. Wprawdzie jeszcze nie dziedzictwa narodowego, tylko wykonawców niezrzeszonych, ale kto wie do czego jeszcze w internecie dojdę? Jakby tego było mało, to w dodatku należę do grupy pod nazwą „Schola i Bracia Dominikanie”. Coraz lepiej, prawda? A wszystko to za sprawą dwóch świetnych płyt, do których powstania udało mi się przyczynić. I nie powiem, że bez przyjemności :)
Teraz Związek Artystów Wykonawców STOART, na którego stronie zamieszczono wyżej wymienioną listę, zwraca się do nieświadomych swego istnienia artystów z apelem, aby się zgłaszać po odbiór tantiem. No cóż, widać na tym świecie wszystko zostało już wycenione. Dla mnie jednak udział w tym wspólnym śpiewaniu nadal pozostaje bezcenny i żadne tantiemy nic tu nie poradzą. I łezka się w oku kręci, że to już dziesięć lat minęło od tamtej pamiętnej nocy w dominikańskim refektarzu... :)
Zatem zerknijcie na tę stronę, bo może się okazać, że również jesteście nieuświadomionymi artystami. A płyty polecam, bo nieźle nam wyszły :)
piątek, 20 kwietnia 2012
Wielkomuzyczne środy
To już tradycja. W Wielkim Tygodniu przed Triduum Paschalnym następuje Wielkomuzyczna Środa. Ostatnio próbowałam policzyć, która to już z kolei Wielka Środa w towarzystwie Jordiego Savalla i jego muzyków, ale za każdym razem wychodziło mi inaczej. W tym roku, już po raz kolejny, Hespèrion XXI i La Capella Reial de Catalunya pozbawione zostały wsparcia wspaniałego głosu Montserrat Figueras, pamięci której Savall dedykował krakowski koncert. Być może dlatego zabrzmiał on tak nostalgicznie?
Tym razem usłyszeliśmy muzyczną opowieść o potędze dynastii Borgiów. Jej najsłynniejsi przedstawiciele nie zapisali się w pamięci potomnych zbyt złotymi zgłoskami (żeby nie powiedzieć dosadniej), ale jedno trzeba im przyznać: byli hojnymi mecenasami sztuki, wyróżniającymi się całkiem niezłym gustem. Przypomniane na nowo renesansowe pieśni, w krakowskiej św. Katarzynie były całkowicie na miejscu, zwłaszcza jeśli się ich słuchało, opierając się niemal o inne renesansowe arcydzieło, czyli nagrobek rodziny Jordanów.
Nie potrafię pisać o muzyce, wolę kiedy ona tłumaczy się sama. Dlatego poniżej, specjalnie dla Was, całość koncertu Dinastia Borgia zarejestrowanego w 2010 roku w opactwie Fontfroide w Narbonie, jeszcze z udziałem nieodżałowanej Montserrat...
PS Jak widać powyżej, niektórzy potrafią dbać o swoje prawa autorskie bez pomocy ACTA. Zostawiam jednak ten ekran na wieczną rzeczy pamiątkę :)
sobota, 14 stycznia 2012
Patrz pod nogi
W ubiegłym tygodniu Muzeodajnia wybrała się na studyjną wyprawę za zachodnią granicę. 70 muzealników szturmowało Berlin od strony kulturalnej, próbując w ciągu niecałych dwóch dób zobaczyć wszystko, w tym co najmniej 4 muzea od środka. Niezwykle interesujące doświadczenie, którego nie potrafiła zepsuć nawet para niekompetentnych pilotów renomowanego biura podróży oraz miejscami huraganowy wiaterek. Nie od dziś wiadomo, że muzealnik to zwierzę radzące sobie w najtrudniejszych warunkach.
Niemiecka stolica to miasto, które ściąga wzrok turysty w górę. A to wieża telewizyjna stercząca po stronie wschodniej, a to kolumna ze złotym aniołem po stronie zupełnie przeciwnej. W Bramie Brandenburskiej, która w końcu jest szersza niż wyższa, akcentem skupiającym uwagę jest stojąca na górze kwadryga, powożona przez boginię, której dawni berlińczycy kazali się ubrać, żeby gołym tyłkiem nie gorszyła przybywających do miasta gości (co ciekawe, dziś ten zgrabny tyłek pewnie chętnie oglądaliby uczestnicy Parady Równości, odbywającej się właśnie po owej tyłkowej stronie bramy). A współczesna szklana architektura rozrasta się we wszystkich kierunkach, ale również z wyraźną inklinacją ku górze. To zaledwie kilka, za to znaczących przykładów.
Zatem wydawałoby się, że zwiedzanie Berlina w deszczu nie ma większego sensu. A tu niespodzianka. Kiedy się chodzi z nosem przy ziemi, można poznać takie miejsca, które w normalnym trybie zwiedzania są niemal niemożliwe do zauważenia. Ot, na ten przykład można się przejść po murze którego nie ma, nawet tego nie zauważając.
![]() | |||||||
| Nocą na murze pod Reichstagiem |
![]() |
| Pusta Biblioteka... |
Ten niezwykły pomnik Michy Ullmana, odsłonięty w 1995 roku, pojawia się już w przewodnikach po Berlinie, choć znaleźć go niełatwo. Dopełnieniem jego oszczędnej formy jest znajdujący się nieopodal Bramy Brandenburskiej rozległy Pomnik Pomordowanych Żydów Europy. Zestawienie tych dwóch form to ostrzeżenie, że wielkie zło ma często niepozorne korzenie...
![]() |
| Są rzeczy, które lepiej widać w ciemności. Pusta Biblioteka nocą |
Subskrybuj:
Posty (Atom)





