sobota, 3 stycznia 2009
Śnieżny spokój
Jakoś tak spokojnie upływa mi początek nowego roku. Na polu spadł śnieg, przez co nie słychać stukania obcasów po chodniku (administracja szczęśliwie jeszcze się nie obudziła, żeby radośnie i szczodrze sypnąć solą), autobusy jeżdżą, jakby ciągle była sobota, a krakowianom brakło wreszcie pieniędzy na kolejne fajerwerki ;)
W Muzeodajni też spokój, bo Wszechwładny zarządził wolny piątek w zamian za którąś sobotę. Oczywiście nie dla wszystkich, stąd siedzę sobie w cieplutkiej kanciapce i, delikatnie rzecz ujmując, sprawiam wrażenie :) A ponieważ nie ma kto dzwonić (skoro Michaelburg zamknięty), więc wrażenie ciszy jeszcze się potęguje. Wprawdzie najeżdżają nas od wczoraj hordy Wikingów (i cóż, że ze Szwecji), spragnione widać czegoś innego, niż galicyjski grzaniec i kiełbaska z rusztu, ale załoga Muzeodajni działa jak szwajcarski zegarek, więc mogę ich nawet nie zauważać ;)
Cóż, trzeba wykorzystać te ostatnie chwile spokoju. Następne dopiero podczas wakacyjnego zastoju. Ale myśl o lecie, kiedy za oknem -10 stopni, wydaje się już zbyt perwersyjna...
poniedziałek, 29 grudnia 2008
Trochę lżejszy materiał muzealny :)
Ponieważ czas sprzyja nieco lżejszym rozważaniom, proponuję dziś Państwu wyprawę do Kielc. Nie, nie, proszę się nie obawiać, nie będzie jak w wierszu Witkacego... W Kielcach znajduje się największe i najstarsze w Polsce Muzeum Zabawek i Zabawy. Na sporej powierzchni można obejrzeć zarówno historyczne zabawki z różnych stron świata (najstarsza lalka pochodzi z terenu Niemiec z końca XVIII w.), jak i nieco młodsze, ludowe zabaweczki, charakterystyczne dla różnych krain etnograficznych.

Mnie osobiście zainteresował bogaty zbiór zabawek pochodzących z różnych polskich spółdzielni zabawkarskich, przez lata produkujących zabawki dla milionów polskich dzieci. To taki powrót do radosnej przeszłości, sprzed najazdu lalek Barbie i klocków Lego (choć te również znajdują się w zbiorach muzeum).
Muzeum jest interaktywne, zdecydowanie przyjazne dzieciakom, które mogą sobie podotykać eksponaty, wziąć udział w warsztatach i innych aktywnościach okołomuzealnych (w tym wypożyczyć strój na bal karnawałowy). A i rodzice nudzić się tu nie powinni, bo to muzeum dla małych i dużych :)
Więcej informacji znaleźć można na stronie internetowej muzeum. Polecam!
czwartek, 25 grudnia 2008
czwartek, 18 grudnia 2008
Piłowanie gałęzi
Wieść dość drastyczna, zwłaszcza dla tych, którzy zamierzają żyć na tyle długo, żeby doczekać strasznych czasów. Dzisiejszy tekst w "Rzeczpospolitej", napisany przez pana Andrzeja Nowaka, a dotyczący najnowszej reformy edukacji, która w życie wejdzie we wrześniu 2009 r., zatytułowany został "Prawdziwy koniec historii".
W skrócie można powiedzieć, że jest to reforma mająca na celu wychowanie człowieka świetnie poddającego się manipulacji, pozbawionego własnej tożsamości, poddanego jedynie słusznej unifikacji według wzorca europejskiego (na dodatek przechowywanego w Brukseli, a nie w Sevres, o której to miejscowości raczej się w szkole nie będzie uczyć). Bo czemu innemu służyć ma kastracja programów nauczania historii albo listy lektur obowiązkowych w szkołach mających wykształcić nowoczesnego Polaka? I jak będzie wyglądać społeczeństwo pod rządami tak wykształconych obywateli? Aż boję się myśleć...
Można rzec, że jest to doskonałe potwierdzenie tezy Fukuyamy o końcu człowieka, które urządzamy sobie własnymi rękoma za unijne pieniądze. Smutne. I straszne.
czwartek, 4 grudnia 2008
Małe radości
Słuchajcie, słuchajcie! Różne znaki na niebie i ziemi mówią, że wracają do Polski fachowcy z Wysp! U mnie, na przykład, dwa dni temu panowie instalowali domofon. Po pierwsze robili to późnym popołudniem, kiedy lokatorzy wrócili z pracy (a nie, jak dotychczas się zdarzało, że trzeba wziąć sobie dzień wolny, bo fachowiec pracuje od dziewiątej do piętnastej). Po drugie potrafili powiedzieć "dzień dobry", "przepraszam", "czy można prosić" i inne takie trudne wyrażenia. Po trzecie, na widok moich białych ścian, pan fachowiec zapytał, czy może sobie umyć ręce, bo nie chciałby pobrudzić wyżej wspomnianych ścian (sic!). Po czwarte przywiesili słuchawkę domofonu tam, gdzie sobie życzyłam (nie ma, że się nie da, klient nasz pan!). Po szóste, cała sprawa zajęła im około kwadransa. Po siódme wreszcie, po ich wizycie wystarczyło zmieść kilka śmietek z podłogi jako całe sprzątanie po instalacji... Trudno się było otrząsnąć z szoku!
Zatem słuchawka domofonu, wisząca w moim mieszkaniu, jest obiektem nieustającego zachwytu, bo przywraca mi wiarę w ludzi i daje nadzieję na normalność również w naszym pięknym kraju :)
Życzę wszystkim takich pozytywnych zaskoczeń, nie tylko w świątecznie nastawionym grudniu :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)